Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zużycia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zużycia. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 sierpnia 2015

Zużycia lipca

Witam wszystkich już po powrocie :) Jako że zaczął się już sierpień, pora na zużycia lipca. Nie są w tym miesiącu może zbyt imponujące, ale nie jest też źle ;) Oto i one:

1. Głęboko oczyszczająca maseczka z glinką z linii Complete Balance (Avon) - niezbyt byłam z niej zadowolona, od wieków próbowałam ją zużyć. Jest dla mojej skóry za mocna, wysychając ją ściąga, do tego ciężko ją zmyć. Już wycofana ze sprzedaży.

2. Bioorganiczna maseczka Glinka zielona (Bielenda) - bardzo fajna maseczka, o której pisałam tutaj. Cena: ok. 4.5zł/2x5ml.
Czy kupiłabym ponownie: tak.

3. Próbka Punktowego koncentratu korygującego z linii Dermo Face Sebio (Tołpa) - wydajny i dobrze się u mnie sprawdził, gdyby nie to, że został wycofany (nie ma go na stronie Tołpy), na pewno kupiłabym pełne opakowanie.

4. Zestaw próbek z linii Resist do skóry mieszanej/tłustej/skłonnej do wyprysków (Paula's Choice) - kosmetyki, o których usłyszałam bodajże na kanale Siobhan (LetzMakeup) na Youtube, jedna z nielicznych linii dla skóry z pierwszymi oznakami starzenia i jednocześnie mieszanej/tłustej/z niedoskonałościami. Na ich stronie można zamówić zestaw próbek całej tej - i innych - linii (na tej stronie, każdy z zestawów kosztuje 3€ z darmową przesyłką). W tym wypadku dostałam 11 saszetek siedmiu produktów: żelu do mycia, toniku, płynu złuszczającego, serum, kremu nawilżającego, płynu matującego SPF 50 i przeciwzmarszczkowego kremu tonującego SPF 30. Linia jest bezzapachowa, a firma podaje, że nie testuje na zwierzętach (potwierdzone na stronie PETA). Całej linii (5 kroków rano i 5 wieczorem) wystarczyło mi tylko na 3 dni, ale to wystarczyło, żebym stwierdziła, że się "szarpnę" na te kosmetyki w przyszłości. Minusy? Są dość drogie (poszczególne produkty kosztują od 24€ do 33€).
Czy kupiłabym: tak.

5. Balsam do ust Born Lippy śliwkowy (The Body Shop) - nie podoba mi się wrażenie jakie pozostawia na ustach, nie klei się za bardzo, ale jest jakby tłusty. Nie zauważyłam, żeby coś dawał.
Czy kupiłabym ponownie: nie.

6. Żel pod prysznic (Cien) - żel jak żel, ma przyjemny pomarańczowy zapach. Cena: ok. 1€/300ml.
Czy kupiłabym ponownie: tak.

7. Szampon Coconut & Almond (Boots) - przyjemnie pachnie kokosem, całkiem nieźle się sprawdza. Żeby jeszcze miał bardziej naturalny skład, byłoby super. Cena: ok 2€/300ml.
Czy kupiłabym ponownie: tak, ale tylko dopóki nie znajdę czegoś delikatnego, bez SLS, SLES i silikonów, i niedrogiego ;)

8. Sypki podkład mineralny (Mary Kay) - to mój drugi słoiczek, mam go od wieków. Można uzyskać nim tylko lekkie krycie, wiec używałam go najczęściej do utrwalenia podkładu. Matuje raczej na krótko, ok. 3 godzin. Cena: 72zł/8g.
Czy kupiłabym ponownie: być może.

Znacie któryś z tych produktów? A może znacie lepsze zamienniki? Podzielcie się! :)

środa, 1 lipca 2015

Zużycia czerwca

Czerwcowe zużycia zrobiły na mnie wrażenie, kiedy wyjęłam wszystkie puste opakowania z koszyka. Rzadko zdarza mi się zużyć aż tyle, nawet jeśli wziąć pod uwagę, że kilku produktów postanowiłam się w końcu pozbyć.

A oto i moje zużycia:


Po kolei:
1. Visibly Clear Pink Grapefruit Daily Scrub (Neutrogena) - fajny peeling na codzień. Pięknie pachnie, jest delikatny. Minusy? Niestety testowany. Zawiera alkohol, parabeny i SLES. Cena: ok. 27zł/150ml.
Czy kupiłabym ponownie: być może.

2. Próbka Anti-Ageing Face Cream (MooGoo) - super skład (i wszystko wyjaśnione na stronie), miły zapach, cudownie się wchłania. Na pewno w przyszłości kupię pełne opakowanie. Minusy? Nie zauważyłam. Cena: 25.30€/75g.
Czy kupiłabym: tak.

3. Tea Tree & Witch Hazel Spot Wand (Boots) - czyli smarowidło na wypryski na dzień i na noc. Całkiem ok, ale wolę wersję w sztyfcie. Minusy? Końcówki nie da się wydobyć aplikatorem, a w żelu na noc tworzyły się zielone farfocle (jak się domyślam, to tylko wytrącał się jakiś składnik, ale nie wygląda to zbyt zachęcająco). Zawiera silikon (podaję jako minus, bo niektórym zatyka pory), alkohol i parabeny. Cena: 4.80€/7ml (na tę linię często są promocje).
Czy kupiłabym ponownie: tak.

4. Krem do pielęgnacji okolic oczu Anew Genics (Avon) - nie jestem w stanie nic napisać o działaniu, bo użyłam go tylko kilka razy zanim zauważyłam, że jest produkowany w Chinach. Jest gęsty i wydaje się wydajny. Minusy? Produkowany w Chinach i testowany na zwierzętach. Cena: ??/15ml (przejrzałam kilka katalogów i wygląda na to, że linia Anew Genics została wycofana ze sprzedaży).

5. Balsam do ust Kiss Balm 04 Cherry (Kiko) - fajny balsam do ust na dni, kiedy nie chce się używać pomadki... a przynajmniej byłby nim, gdybym nie wybrała tak bardzo niepasującego mi koloru ;) Czyli dość jaskrawego, chłodnego różu. Jednak swój drugi egzemplarz, 06 Blackberry, który jest dla mnie idealnym "my lips but better", bardzo lubię. Minusy? Drogi. Cena: 25zł/3g.
Czy kupiłabym ponownie: tak, ale nie w tym kolorze.

6. Mydło w płynie Cherry Blossom (Cien) - ma całkiem przyjemny zapach i do tego jest tanie. Minusy? Zawiera SLES. Cena: ok. 1€/500ml.
Czy kupiłabym ponownie: tak, dopóki nie znajdę czegoś bez SLS, SLES i niedrogiego.

7. Żel pod prysznic Zingy Zesty Lemon (Boots) - ot, żel pod prysznic. Minusy? Zapach... zupełnie jak cytrynowe mleczko do czyszczenia. Zawiera SLES. Cena: 1.30€/250ml (częste promocje).
Czy kupiłabym ponownie: tak, dopóki nie znajdę czegoś bez SLS, SLES i niedrogiego.

8. Krem do rąk Helping Hands (Lush) - świetny krem o dość specyficznym zapachu, który nie wszystkim może odpowiadać. Dość długo się wchłania. Niezły skład (ale zawiera parabeny). Minusy? W sumie nie zauważyłam. Cena: ok. 8€/100g.
Czy kupiłabym ponownie: tak.

9. Próbka Koncentratu wyszczuplającego (Yves Rocher) - trudno cokolwiek mówić po jednej 4ml próbce... Przyjemnie roślinnie pachnie. Ma strasznie długi skład. Minusy? Alkohol na drugim miejscu w składzie. YR sprzedaje w Chinach, więc testowany. Cena: ?? (wygląda na to, że wycofany, aż strach pomyśleć jak długo już miałam tę próbkę).

10. Balsam dyscyplinujący włosy "Fryzura pod kontrolą" (Avon) - mam go już tak długo, że w końcu postanowiłam go wyrzucić. Minusy? Testowany. Cena: ??/60ml (chyba już wycoany ze sprzedaży).

11-13. Próbki Jasmine & Henna Fluff-Ease Hair Treatment (Lush) - odżywka do używania przed myciem włosów. Zużyłam wszystkie 3 na raz i pewnie jeszcze z 1 słoiczek by się przydał, więc pełne opakowanie nie wystarcza pewnie na bardzo długo. Zmyłam ją dopiero po ok. 1-1.5 godziny (o ile wiem zalecane jest ok. 30 minut, ale akurat łazienka była zajęta;) i włosy były dużo bardziej miękkie i gładkie niż zwykle. Zapach odżywki jest bardzo specyficzny i dla mnie niezbyt przyjemny, utrzymał się na włosach około tygodnia (mimo 2 myć po drodze!). Minusy? Zapach. Cena: nie pamiętam, ile kosztuje, ale na brytyjskim Lushu kosztuje 12.50£/220g.
Czy kupiłabym ponownie: tak.

14. Krem BB Photoready (Revlon) - wspominała o nim kiedyś bodajże Ingrid (MissGlamorazzi na YouTube), że taki fajny i w ogóle. Mnie nie zachwycił. Krycie żadne, spływa z mojej mieszanej skóry. Idzie do kosza, szkoda, bo tani nie był. Minusy? Testowany (przykre, nie wiedziałam, że Revlon testuje). Kiepskie krycie (co oczywiście może być plusem dla kogoś, kto ma ładną cerę i tylko chce wyrównać koloryt). Zawiera silikony (podaję jako minus, bo niektórym zatyka pory) i parabeny. Cena: ok. 30zł/30ml (za Wizażem).
Czy kupiłabym ponownie: nie.

15. Próbka Moisture Foundation w odcieniu Sun Beige (Fuschia) - zupełnie nie dla mnie, ani kolor, ani typ podkładu. Ale słoiczek się przyda ;) I firma tutejsza, irlandzka (zawsze lubiłam kupować produkty lokalnych firm:) Cena: 25€/30ml.

16. Próbka Velvet Veil Primer (Fuschia) - nie użyłam ani razu, przeraziła mnie ilość błyszczących drobinek. Fakt, na dłoni w zasadzie nie było ich widać, ale dodatkowy błysk na mojej mieszanej skórze to ostatnie, czego bym chciała. Baza jest gładka, silikonowa w dotyku. Cena: 15€/25ml.

Znacie któryś z tych produktów? Co o nich myślicie? Podzielcie się!

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Zużycia maja

Przyznaję bez bicia, trochę mnie zawiodły moje majowe zużycia - są dużo skromniejsze niż się spodziewałam. A oto i one:

1. Próbka żelu do mycia twarzy Physiogel (Stiefel) - zabrana na krótki wyjazd, przyjemny i delikatny żel, działał jak trzeba.

2. Miniwersja Żelu-kremu nawilżającego (Yves Rocher) - towarzysz kilku wyjazdów, bardzo wydajny, dobrze nawilża, ma dość przyjemny zapach.

3. Wybielająca pasta do zębów (Pearl Drops) - pasta jak pasta, chociaż jak na efekty (a w zasadzie ich brak) to trochę była za droga (za 50 ml ponad 10zł o ile pamiętam).
Następca: Blanx Med. Miszczu, co nie zmienia faktu, że sama bym nie kupiła, bo mega droga.

4. Żel pod prysznic Morze kwiatów (Isana) - zeszłoroczna wiosenna edycja limitowana (widać jakie mam zapasy żelu pod prysznic :P) o przyjemnym zapachu i SLeS na 2 miejscu w składzie zaraz po wodzie.
Następca: Żel czekolada/żurawina (Fruttini), skład zbliżony, ale kupiłam go dla super praktycznej butelki, do której będę przelewać wszystkie następne żele :P

5. Ręcznie robione mydło z gąbką loofah (prezent, więc nie wiem skąd) - było fajne, lekko pilingujące,  została po nim tylko gąbka.
Następca: Oczyszczające mydełko z olejkiem z drzewa herbacianego i rozmarynu (Oriflame) - czy Wy też czasami odnosicie wrażenie, że Oriflame celowo nadaje produktom tak niemożebnie długie nazwy?

6. Żel oczyszczający do rąk (Yves Rocher) - w końcu. Nie był zły, ale ma dość charakterystyczny zapach, który mi się znudził.
Następca: Żel Midnight Pomegranate (Bath & Body Works).

7. Próbka Regenerującego balsamu do ciała SOS (Nivea) - zabrana na krótki wyjazd, balsam dobrze się sprawił, ale ma parabeny w składzie.

8. Krem do rąk o zapachu pomarańczy (Oriflame) - jakaś edycja limitowana. Jeden z najsłabszych kremów, z jakim się zetknęłam.
Następca: Krem do rąk Chai/mandarynka (Essence) - też słaby, ale na lato powinien wystarczyć.

9. Woda toaletowa Like a New Love (Essence) - przyjemny słodki zapach, szkoda tylko, że tak niewydajny. Przy dość ograniczonym stosowaniu (raz dziennie ze 3 "psiki") zużyłam buteleczkę 10 ml w jakieś 2 tygodnie.
Następca: Mgiełka zapachowa Country Chic (Bath & Body Works).

10. Szampon Babydream (Rossmann) - moja bodajże 3 butelka i chyba szampon, przy którym zostanę na dłużej, ma dobry skład.
Następca: ten sam.

11. Próbka Odżywki regenerującej do włosów suchych (Pharmaceris) - niezła i z nienajgorszym składem. W przyszłości się nią zainteresuję.

12. Tusz do rzęs Marble Mania (Essence) - fajny, tylko niestety ktoś go musiał otworzyć zanim go kupiłam, bo błyskawicznie mi wysechł, w 2 tygodnie był nie do użytku. Ma któraś z Was porównanie i potrafiłaby powiedzieć, który tusz ze stałej oferty Essence dawałby najbardziej zbliżony efekt (minus brokat oczywiście)?
Następca: miniatura tuszu High Impact (Clinique).

niedziela, 12 maja 2013

Zużycia kwietnia

Dziś przedstawiam zużycia kwietnia. Nie jest ich jakoś dużo (szczególnie, że 3 produkty idą do śmieci nie skończone), w tym miesiącu będzie chyba więcej.

Oto i one:
1. Mydło Fig & Cherry (Berkeley Square) - mydło jak mydło, z niezłym składem (choć do Lawendowej Farmy się nie umywa). Niezły zapach, nieźle się pieni, ale za tą cenę więcej nie kupię (20zł za mydło? Bez przesady!).
Następca: naturalne mydło z gąbką loofah (?).

2. Sól do kąpieli fiołek i czerwona koniczyna (Wellness & Beauty) -  absolutny przeciętniak. Dała troszkę piany, lekko zabarwiła wodę, przyjemnie pachnie, ale ani zapach ani piana nie wytrzymały długo, a i właściwości pielęgnujących brak. Kiepskawy skład (sporo parabenów).
Następca: brak (od przeprowadzki nie mam wanny).

3. Mgiełka do ciała Róża i brzoskwinia (Avon) - przyjemny zapach i kiepskawa trwałość, to w zasadzie wszystko co mogę o niej napisać.
Następca: woda toaletowa Like a new love (Essence).

4. Szampon (Babydream) - delikatny szampon z najlepszym składem na jaki trafiłam w szamponie. Przyzwoicie myje, dobrze się spłukuje, a to w zasadzie wszystko czego wymagam od szamponu.
Następca: ten sam.

5. Balsamy do ust Cherry i Jasmine green tea (Carmex) - uwielbiane, powszechnie zachwalane, kultowe wręcz balsamy, które dla mnie są... porażką roku. Szczypią i w ogóle nie nawilżają, zostawiają usta natłuszczone. Szybkie spojrzenie na skład (kupiłam je kiedy jeszcze nie interesowałam się składami) wyjaśniło sprawę - na pierwszym miejscu Petrolatum, a nieco dalej Paraffinum Liquidum, a tuż a tym Camphor i Menthol. A do tego paskudny zapach. Nigdy więcej.
Następca: Vitamin shake (Nivea) - również kupiony dość dawno temu.

6. Próbka Kremu BB (Lumene) - byłam zadowolona ze wszystkich właściwości tego BB do czasu kiedy zaczęły mi wyskakiwać wypryski i to chyba właśnie jego wina. Niestety.

7. Modelujący podkład w musie z aloesem (Bell) - ogólnie nie był tragiczny, ale i tak cieszę się, że się z nim rozstaję.
Następca: Fluid matujący Under 20 (Eris).

Na zdjęcie nie załapał się ostatni produkt:
8. Belissa na włosy, skórę i paznokcie (Aflofarm) - faktycznie poprawiła wygląd moich włosów, stały się bardziej błyszczące, gładsze i ogólnie zdrowiej wyglądają.
Następca: chwilowo żaden, jakoś nie trafiłam na żadną promocję.

czwartek, 25 kwietnia 2013

Zużycia marca

Powoli zaczynam już wprowadzać niedawno zapowiadane zmiany, ale narazie chcę nadrobić zaległości. Na pierwszy ogień kolejny raz spóźnione zużycia miesiąca - ale na szczęście wszystko wskazuje na to, że w końcu będę mogła pisać bardziej regularnie.

Oto i moje denka:

1. Krem nawilżająco-równoważący Formula 2 (Mary Kay) - ostatnie kilka tygodni używałam go tylko na dzień, bo miał tendencje do lekkiego wysuszania mojej skóry. Jest bardzo wydajny, dobrze matuje i świetnie sprawuje się pod podkład.
Następca: Krem na dzień Complete Balance (Avon).

2. Odżywczy krem do twarzy z czerwonym jabłkiem i owsem (Oriflame) - gęsty, średnio nawilża, generalnie nic nie robi. Cieszę się, że już się skończył.
Następca: Krem do twarzy z paczulą i ylang ylang (Oriflame).

3. Kapsułki pielęgnujące z wyciągiem z orchidei (Alterra) - moja weekendowa kuracja supernawilżająca. Używam chyba od roku i ciągle uważam, że są świetne.
Następca: to samo.

4. Krem pod oczy Aqua Youth (Avon) - w zasadzie nic nie robi, daje lekki efekt chłodzący i uczucie nawilżenia tuż po aplikacji.
Następca: Podwójny krem pod oczy Vitamin C (Body Shop).

5. Balsam do ust Summer Fruit (EOS) - mój ukochany balsam jest już nie do użytku, zużyłam go do zupełnej płaskości, a jest za gęsty, żeby używać go palcami. Ale na pewno nie wyląduje w koszu, zamierzam go lekko "rozrzedzić" płynnym olejem (może arganowym) i wtedy powinien nadawać się do użytku palcami :)
Następca: Balsam do ust wiśniowy (Carmex).

6. Próbka Kremu BB (Smashbox) - szkoda, że Smashbox testuje, bo to najlepszy BB z jakim miałam do tej pory do czynienia. Zna ktoś jakieś fajne nietestowane?

7. Tusz do rzęs (Mary Kay) - aż szkoda, że testowany, ehh. Fajny i naturalnie wyglądający (a przynajmniej w tych ilościach, w jakich go używałam), dobrze się trzyma.
Następca: Tusz do rzęs Marble Mania (Essence) - tak, wiem, że ta edycja limitowana była w zeszłym roku, ale dopiero teraz udało mi się wykończyć Mary Kay :P

8. Peeling bzowy (Joanna) - zdecydowany ulubieniec, mimo składu pewnie jeszcze kiedyś go kupię. Cudnie pachnie i nieźle pilinguje.
Następca: Mydło z gąbką loofah (?).

9. Próbka Peelingu Spa Fit (Body Shop) - super zdziera, ale strasznie dziwnie pachnie.

10. Próbka Masła do ciała żurawina (Body Shop) - gęste i pięknie pachnące, z edycji świątecznej.

11. Krem do rąk Satin Hands (Mary Kay) - miniwersja, którą miałam w szufladzie w pracy, i która ratowała mnie przed przesuszeniem dłoni od mycia rąk i klimatyzacji.
Następca: to samo.

12. Szampon wzmacniający do włosów zniszczonych i wypadających (Farmona) - to moja ostatnia butelka, jako że dowiedziałam się, że SLES może powodować łupież i łysienie (nawiasem mówiąc, fajny pomysł, żeby dodawać takie składniki do szamponu, który ma wzmacniać wypadające włosy). Przyjemnie ziołowo pachnie.
Następca: Szampon do włosów (Babydream).

13. Belissa na włosy, skórę i paznokcie (Aflofarm) - faktycznie poprawiła wygląd moich włosów, są bardziej błyszczące, gładsze i ogólnie zdrowiej wyglądają.
Następca: to samo.

poniedziałek, 11 marca 2013

Zużycia lutego

Jako że mamy już marzec, dziś kolejny post ze zużyciami. Luty pod tym względem był taki sobie:


1. Żel myjący + peeling + maseczka 3w1 (Garnier) - całkiem nieźle sprawował się używany na co dzień, wystarczająco delikatny i wystarczająco złuszczający. Niestety Garnier testuje na zwierzakach, więc już się nie spotkamy.
Następca: Kojący żel oczyszczający z organicznymi ekstraktami z jagody i lawendy (które oczywiście są prawie na samym końcu dość długiego i mocno chemicznego składu).

2. Mydło Różowy grapefruit (Lawendowa Farma) - bardzo fajne 100% naturalne mydło, dobrze się pieni, delikatnie pachnie.
Następca: Mydło Wiśnia i figa (Berkeley Square).

3. Balsam w kostce Nakomarek (Lawendowa Farma) - wielbię za zapach, nawilżenie i naturalny skład. Pełna recenzja tutaj.
Następca: Balsam do ciała Malina i jeżyna (I Love...).

4. Szampon odżywczy z wyciągiem z owsa (Yves Rocher) - taki sobie, mocno chemiczny skład, średnio wydajny. Więcej się nie spotkamy.
Następca: Szampon wzmacniający do włosów zniszczonych i wypadających (Farmona) - to będzie moja ostatnia butelka, ma SLES w składzie.

5. Miniwersja odżywki Rainforest Shine (Body Shop) - dziwny zapach, tak gęsta konsystencja, że wręcz nie dało się paskudy wycisnąć z butelki, nawet niezły skład. Więcej się nie spotkamy.
Następca: Odżywka w kostce Jungle (Lush) - to mi zajmie sporo czasu, mega wydajna.

6. Próbka żelu do mycia twarzy Pure System (Yves Rocher) - wzięłam na tygodniowy wyjazd, żeby w końcu zużyć. Zaskoczył mnie dość pozytywnie, ma sporo malutkich drobinek złuszczających, jest delikatny i wydajny. Ale zawiera SLES.

7. Maseczka aloesowa (Alterra) - bardzo przyjemnie nawilżająca maseczka i miła odmiana od maseczek peel-off i innych zasychających - nie zasycha na twarzy, nie ściąga, niedroga i ma niezły skład. Na pewno jeszcze kupię.

8. Musujące pastylki do kąpieli melon/limonka (Estetica) - bubel. Pełna recenzja tutaj.

9. Próbka maski do włosów Aqua Light (Pantene) - wzięłam na wyjazd, nie przeczytawszy opisu na saszetce. I tak, zamiast odżywki, wzięłam maskę "chroniącą przed uszkodzeniami spowodowanymi szczotkowaniem lub stylizacją" :/ Szkoda mi było wyrzucać, więc zużyłam, ale nie zauważyłam żadnego działania. Skład ma średniawy.

10. Próbka pasty do zębów Sensitive Pro Relief (Colgate) - wzięłam na wyjazd. Pasta jak pasta, tylko za mało miętowa i odświeżająca.

A Wam jak idą zużycia? Zużyłyście ostatnio coś co Was zachwyciło? Podzielcie się! :)

środa, 6 lutego 2013

Zużycia stycznia

W ramach małej przerwy od ulubieńców roku (zostały jeszcze 2 części) i, co tu ukrywać, w celu szybszego pozbycia się opakowań, dziś przedstawiam zużycia miesiąca. Trochę się ich uzbierało, w tym sporo próbek.

Oto pełne produkty:

1. Kapsułki pielęgnujące z wyciągiem z orchidei (Alterra) - to już moje kolejne opakowanie popularnych rybek, które bardzo lubię. Mają dobry skład (tylko po co sztuczne substancje zapachowe w tak dobrym składzie to ja nie wiem :/)
Następca: kolejne rybki. I próbuję zlokalizować gdzieś kapsułki Dermogal A+E, które mają 100% naturalny skład.

2. Punktowa emulsja przeciwtrądzikowa (Mary Kay) - wydajna emulsja w naprawdę dużym opakowaniu (29g). Ta tubka mniej zachwyciła mnie skutecznością niż zrecenzowana tutaj, skóra mi się przyzwyczaiła czy co? W każdym razie, rozstaję się z nią z zadowoleniem, że mogę iść dalej, podszytym obawą czy nie zachomikowałam gdzieś przypadkiem jeszcze jednej zapasowej...
Następca: olejek Tea Tree (Body Shop) - otrzymany podczas wyjazdu do rodziny. Już widzę, że jest dużo skuteczniejszy niż emulsja MK, tylko trzeba z nim uważać, żeby nie przedobrzyć.

3. Mydełko Migdałowy dotyk (Lawendowa Farma) - wydajne, dobrze się pieniące, w 100% naturalne mydło. Różnicę odczułam od pierwszego dnia. Rewelacja, na pewno niedługo zakupię więcej.
Następca: mydełko Różowy grapefruit.

4. Peeling myjący z pomarańczą (Joanna) - fajny zdzierak, super pachnie. Szkoda tylko, że jest taki mały i ma średni skład.
Następca: ten sam - potrzebowałam czegoś niedużego na wyjazd ;)

5. Musujące pastylki do kąpieli o zapachu śmietankowym z nutą wanilii (Estetica) - spontaniczny zakup w Naturze. Nie zrobiły absolutnie nic, ani zapachu, ani piany, nic. Po drugim opakowaniu napiszę więcej, może trafił mi się jakiś trefny egzemplarz (a przynajmniej taką mam nadzieję).
Następca: Musujące pastylki do kąpieli o zapachu melona z limonką (Estetica)

6. Nivea Creme - miał poratować moje zmasakrowane dłonie, nie zrobił w zasadzie nic. Niestety zapomniałam sprawdzić skład przed zakupem; nie miałam pojęcia, że klasyczna Nivea ma taki słaby skład. Na dodatek jest testowana na zwierzętach :/
Następca: Krem do rąk o zapachu pomarańczy (Oriflame) - męczę go od dłuższego czasu, wspomagając raz na kilka dni arniką, ale i tak nie daje rady. Może latem by wystarczył, teraz mnie kusi, żeby go wyrzucić.

7. Szampon podkreślający kolor do włosów brązowych (Yves Rocher) - wyrzuciłabym go, gdyby nie moja niechęć do marnotrawstwa, i z perspektywy czasu widzę, że trzeba było tak zrobić. Streszczając: ma kiepski skład i skrócił mi okres "międzymyciowy" o 1 dzień (przez co muszę myć włosy 3 razy w tygodniu zamiast 2). Ciekawe ile zajmie mi doprowadzenie ich do stanu sprzed...
Następca: Szampon odżywczy z wyciągiem z owsa (Yves Rocher) - już widzę, że jest lepszy, ale i tak więcej nie tknę szamponów YR, i niczego innego w zasadzie też, skoro produkty YR prawdopodobnie są testowane na zwierzętach.

8. Zapach elektryczny Spiced Cider (Bath & Body Works) - boski, jesienno-zimowo-świąteczny zapach, który towarzyszył mi z przerwami od... października? listopada? W zasadzie od otwarcia sklepu BBW w Galerii Mokotów. Praktyczny, nietestowany, z całkiem niezłym wyborem zapachów, choć chciałabym, żeby było ich jeszcze więcej.
Następca: Lilac Blossom (Bath & Body Works) - jak tylko ogarnę jak go podłączyć mając wszystkie kontakty zastawione meblami :P


Zużyłam też sporo próbek:
Żebym jeszcze saszetki zużywała w takim tempie... ;)

1 i 2. Masko-peelingi do twarzy Blue Corn i Miód+pszenica (Body Shop) - pierwsza zdecydowanie do bardziej tłustej skóry, druga delikatniejsza, nawilżająca.

3. Krem na dzień Seaweed (Body Shop) - lekki, matujący krem do skóry mieszanej, dobry pod podkład.

4. Krem na noc Vitamin E (Body Shop) - dość gęsty, treściwy krem.

5. Krem Ultra Nourishing (Korres) - gęsty krem o dość przyjaznym składzie, ciężki do rozprowadzenia, niezbyt współpracuje z podkładem.

6. Krem Total Moisture (Benefit) - gęsty, rozświetlający krem, dobrze współpracujący z podkładem.

7. Krem BB (Smashbox) - nie wiem na ile ma się do azjatyckich kremów BB, ale mnie zachwycił. Żeby jeszcze nie był taki drogi...


Znacie któryś z tych produktów? Znacie lepsze? Podzielcie się! :)

środa, 16 stycznia 2013

Zużycia grudnia

Dziś w końcu udało mi się w poprzeprowadzkowym chaosie pudłowym zlokalizować wszystkie puste opakowania (błogosławieni przezorni, którzy zapisują co zużyli, albowiem oni będą wiedzieli czego szukają w stercie pudeł :P), zatem przedstawiam moje ostatnie zużycia z roku 2012:


1. Koloryzująco-nawilżający krem na dzień SPF20 (Avon) - krem, który usiłowałam zmęczyć już od bardzo dawna. Nawilża wystarczająco, efekt koloryzujący jest delikatny - lekkie wyrównanie kolorytu, krycie żadne, całkiem ładne rozświetlenie. Zdecydowanie trzeba mu przyznać, że jest bardzo wydajny. Nie lubię za długi, mocno chemiczny skład i testowanie na zwierzętach.
Następca: Krem nawilżająco-równoważący Formuła 2 (Mary Kay) - końcówka. Powinnam się z nią uporać do lutego ;) Jako podkład - Modelujący podkład w musie z aloesem 4w1 (Bell).

2. Odżywka wzmacniająco-regenerująca do włosów zniszczonych i wypadających (Farmona) - bardzo wydajna, na spółkę ze sprayem bardzo mi pomogła zmniejszyć ilość włosów wypadających podczas mycia i czesania. Nie wykluczam, że sięgnę po nią ponownie.
Następca: Odżywka Rainforest Shine (Body Shop) - miniwersja 60ml.

3. Mgiełka wzmacniająca do włosów zniszczonych i wypadających (Farmona) - jw. Używam często rano, nieco ułatwia rozczesywanie.
Następca: ten sam.

4. Woda toaletowa Like a Walk in the Summer Rain (Essence) - woda z limitki zapachowej, którą można jeszcze spotkać w Naturze i SuperPharmie. Bardzo się z nią polubiłam. Pełna recenzja tutaj.
Następca: Pachnąca mgiełka do ciała Róża i Brzoskwinia (Avon) - na wykończeniu.

5. Próbka Kremu na dzień Seaweed (Body Shop) - lekki nawilżająco-matujący krem o dość przyjemnym zapachu. Podoba mi się inne niż zwykle opakowanie na próbkę ;)

6. Próbka Masła do ciała malinowego (Body Shop) - gęste masło o boskim zapachu.

7. Próbka Masła do ciała imbirowego (Body Shop) - masło z limitowanej edycji świątecznej.

czwartek, 6 grudnia 2012

Zużycia listopada

W tym miesiącu w końcu na czas ;) przedstawiam moje zużycia. Oto i one:


Kurczę, dumna z siebie jestem, w tym miesiącu udało mi się zużyć sporo. Wprawdzie 3 z tych zużyć to trochę oszukańce, ale o tym za chwilę ;)

A zatem po kolei:

1. i 2. Bananowy duet od Body Shopu - fantastycznie pachnące szampon i odżywka, wygładzające aż do granic absurdu i niestety o takim sobie składzie. Pełna recenzja tutaj.
Następca: Szampon podkreślający kolor do włosów brązowych (Yves Rocher), Odżywka Rainforest Shine z oliwą z oliwek (Body Shop).







3. Miniwersja Głęboko oczyszczającego toniku Pure System (Yves Rocher) - pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy podczas używania to absurdalna konsystencja, jest bardzo gęsty, niemal żelowy. Drugie, co zauważyłam, to brak obiecywanego w nazwie oczyszczenia, a na dodatek gwałtowny wysyp wyprysków. Po przerwie i doprowadzeniu skóry do stanu używalności używałam go co drugi dzień na noc, i w takim systemie krzywdy mi nie zrobił, ale jakiejś poprawy też nie zauważyłam. Rozstaję się z buteleczką (a raczej zawartością, bo buteleczka jeszcze mi się przyda) z ulgą, że już się nie spotkamy. Nie polecam.
Następca: brak, jakoś brak mi cierpliwości do toników.

4. Krem pod oczy Solutions Beautiful Hydration (Avon) - w tym przypadku również cieszę się z rozstania, ponieważ ten krem nic nie zrobił dla mojej skóry. W połowie tubki straciłam do niego cierpliwość i wylądował na dnie szafki, aż w końcu zużyłam go jako krem do rąk - i w tej roli też się nie sprawdził (a to było jeszcze sporo przed mrozami), a nawet lekko ściągał skórę. Nie polecam.
Następca: Intensywnie regenerujący krem pod oczy Time Wise (Mary Kay), jako krem do rąk Nawilżający krem do rąk o zapachu pomarańczy (Oriflame).

5. Intensywnie regenerujący krem pod oczy Time Wise (Mary Kay) - fajnie nawilżający, gęsty krem. Nie zauważyłam intensywnej regeneracji, ale ogólnie byłam z niego zadowolona. Kiepski skład. Pełna recenzja tutaj.
Następca: Krem pod oczy Anew Aqua Youth (Avon).

6. Krem na noc Complete Balance (Avon) - półprzezroczysty, zielony żel. Ma dość przyjemny zapach, dość szybko się wchłania. Niezbyt wydajny. Przeciętniak. Pełna recenzja wkrótce.
Następca: Odżywczy krem do twarzy z czerwonym jabłkiem i owsem (Oriflame).

7. Kapsułki pielęgnujące z wyciągiem z orchidei (Alterra) - moja weekendowa kuracja supernawilżająca. Aż dziwne, że do tej pory nie napisałam ich recenzji, to jeden ze stałych punktów mojego tygodniowego programu. Jedyny minus? Substancje zapachowe w składzie. Po co? No po co, ja się pytam, taki fajny naturalny skład, a musieli jakąś chemię dorzucić :/
Następca: kolejne rybki, a jakże. Ale jak uporam się ze zgromadzonymi zapasami (nie rybek, tylko ogólnie kosmetyków :P) - przerzucam się na pielęgnację naturalną :)

8. Masełko do ust Wild Cherry (Body Shop) - pięknie pachnące, fajnie nawilżające masełko idealne na noc. Gdyby nie przynależność do testującego na zwierzakach L'Oreala, przebolałabym nawet PEGa w składzie i nie szukała innych mazideł.
Następca: Odżywczy balsam do ust z czerwonym jabłkiem i owsem (Oriflame).

9. Próbka Scrubu do ciała Mango (Body Shop) - zapach absolutnie boski i długotrwały (po 7h mocniejszy niż woda toaletowa, po 10h ciągle wyczuwalny), działanie na sucho rewelacyjnie zdzierające, na mokro delikatne. Ale nie kupię, za drogi, no i TBS należy do... (znacie resztę;).

10. Próbka Multifunkcyjnego kremu BB (Dr Irena Eris) - próbka, którą zabrałam na wyjazd. Fajny krem na co dzień, wydajny. Spokojnie przykrywa mniejsze niespodzianki, wyrównuje koloryt. Ogólnie przyzwoity, ale w pełnym wymiarze raczej nie kupię, 75zł to jednak za dużo za niego.

11. Próbka Peelingu do twarzy Refined Finish (Benefit) - dobry zdzierak, zdecydowanie za ostry na co dzień, ale na szczęście nie podrażnił mi skóry podczas wyjazdu. Dość przyjemnie pachnie. I jest piekielnie drogi.

12. Świeczki zapachowe typu teelight o zapachu konwalii (Bolsius Aromatic) - lubię świeczki tej firmy, te niestety mnie zawiodły, zapach był zupełnie niewyczuwalny. Ale świeczki zawsze się przydają ;)
Następca: tym razem zapach elektryczny Spiced Cider z Bath&Body Works.

I na koniec zużycia nieco oszukane:
13. Baza pod cienie Stay Don't Stray (Benefit) - używałam i używałam, aż nadeszła chwila, kiedy musiałam przestać się oszukiwać i powiedzieć sobie, że faktycznie zaczęła się rozwarstwiać i dziwnie pachnieć. Z końcówką rozstaję się z wielką przykrością, bo bardzo polubiłam tę bazę (no i trochę mnie kosztowała :/), no ale zdrowie przede wszystkim.
Następca: cienie w kremie A New League (Essence).

14. Ochronny balsam do ust o zapachu poziomki (Flos-Lek) - pachnie przecudnie, ale co z tego jak nie nawilża, tylko natłuszcza. Zużyłam niewiele, nie wiem czy chociaż 1cm, bez wyrzutów sumienia rozstaję się z resztą. Pełna recenzja tutaj. Nie polecam.
Następca: Balsam do ust Garden of Eden (NoniCare).


Używałyście któregoś z tych kosmetyków? A może znacie dużo lepsze "zamienniki" w ich kategoriach?

wtorek, 20 listopada 2012

Zużycia października

Jako że październik skończył się już jakiś czas temu, przyszła pora na kolejny odcinek tasiemca pt. "Denka" ;)

W tym miesiącu udało mi się zużyć:


1. Szampon wzmacniający do włosów zniszczonych i wypadających (Farmona) - to moja bodajże 3 butelka. Jest niczego sobie, przyjemnie ziołowo pachnie, ale skład ma "taki se" (żeby wymienić tylko SLES, 2 PEGi i substancje zapachowe). O dziwo, mimo SLES w składzie pieni się średnio przy pierwszym myciu.
Następca: Szampon bananowy (Body Shop) - na wykończeniu.

2. Żel-krem oczyszczający Czysta Skóra (Garnier) - miałam go piekielnie długo i zaczynałam już myśleć, że nigdy go nie wykończę. Jest delikatny, nie podrażnia. Obiecywanego odblokowywania porów nie zauważyłam, ale i tak go nie oczekiwałam. Dobrze współpracuje z gąbką konjac. Skład taki sobie - m.in. SLES, 3 PEGi i substancje zapachowe.
Następca: Kojący żel oczyszczający z organicznymi ekstraktami z jagody i lawendy.

3. Próbka Żelu oczyszczającego Effaclar do skóry tłustej i wrażliwej (La Roche-Posay) - przezroczysty żel, lekko wysuszający skórę, ale krzywdy nie zrobił stosowany tylko rano. Wystarczył na 3 użycia i zostało go na spokojnie kolejne 1-2 użycia. Dość krótki skład, ale zawiera m.in. SLES, 2 PEGi i substancje zapachowe.

4. Próbka Kremu nawilżającego na dzień do skóry mieszanej (Nivea) - wystarczyła równo na 3 dni, ale krem niestety nie polubił się z "zastępczym podkładem wyjazdowym" czyli kremem BB od dr Eris. Strasznie długi skład z substancjami zapachowymi.

5. Próbka Kremu-żelu do skóry normalnej i mieszanej Aquasource (Biotherm) - w roli kremu na noc wystarczyła na 2 dni. Strasznie długi skład z PEGami, choć substancji zapachowych nie zauważyłam na liście.


1. Baza pod cienie do powiek (Sephora) - wykręcana baza w pędzelku, nie była zła. Jednak z powodu strasznie małej pojemności i dość wysokiej ceny raczej więcej jej nie kupię.
Następca: Stay Don't Stray (Benefit) - na wykończeniu, cienie w kremie A New League (Essence).

2. Korektor Light Touch (Sephora) - wykręcany korektor w pędzelku, który miał być ideałem pod oczy. Nie był nim (przynajmniej dla mnie), słabo kryje i w zasadzie nic nie robi. Nie zużyłam go zupełnie do końca, zaczął się rozwarstwiać i dziwnie pachnieć, więc końcówkę wyrzucam. Nigdy więcej.
Następca: Korektor w tubce (Mary Kay).

3. Próbka Podkładu Pro Longwear (MAC) - mistrzostwo świata - świetny, trwały, ma niezłe krycie i jest mega wydajny - 1/3 słoiczka starczyło mi na 20 zastosowań! (troszkę oszukane, bo odcień miałam idealnie dobrany do szyi, więc nie musiałam go używać poza samą twarzą - ale i tak to dużo jak na próbkę). Półmatowe wykończenie, utrzymywał sebum w ryzach przez praktycznie cały dzień (z 6-8h spokojnie, a i potem twarz świeciła nieznacznie tylko w strefie T). Jak wykończę aktualnie posiadane podkłady, na pewno w ten zainwestuję, bo się opłaca.

4. Próbka Podkładu Perfecting Cover (Sephora) - porażka roku - dziwna konsystencja i dziwny zapach spowodowały, że po pierwszym użyciu dałam sobie spokój. Średnie krycie, krótkotrwały i kiepski mat (ze 2-3h) - twarz świeciła intensywnie, cała.


Używałyście któregoś z tych produktów? Znacie lepsze? Podzielcie się! :)

czwartek, 11 października 2012

Zużycia wrzenia

Ale ten czas szybko leci, znowu pora na zużycia. We wrześniu mało mi się ich zebrało, na dodatek lekko oszukuję - postanowiłam pozbyć się końcówki odżywki, której od miesięcy nie używam, bo mam lepsze.

Całokształt wyglądał tak:


1. Mydło peelingujące limonka (Joanna) - dość długo się z nim męczyłam, bo ani do rąk mi nie pasowało, ani nie jest dla mnie wystarczającym zdzierakiem do ciała. Nie jest zbyt wydajne ani nie ma dobrego składu. Pełna recenzja tutaj. Ok. 7zł/300ml.
Następca: Peeling z ekstraktem z bzu (Joanna)

2. Krem do rąk rooibos & jeżyna (Essence) - zachęcił mnie zapach jeżynowy i etykietka "edycja limitowana", co niestety okazało się błędem. Póki było ciepło, było ok, ale kiedy zrobiło się bardziej jesiennie, stało się jasne, że da sobie radę tylko latem. Ładny, dość nietrwały zapach, kiepski skład. Generalnie żałuję, że kupiłam wszystkie 3 z tej edycji, bo z moimi dłońmi nie dadzą sobie rady zimą. Ok. 5zł/75ml.
Następca: Krem do rąk Happy Relaxing o zapachu pomarańczy (Oriflame)

3. Próbka peelingu do ciała Chocomania (Body Shop) - świetny zdzierak, bosko pachnie, pozostawia skórę gładką i nawilżoną. Drogie cholerstwo, ale od próbki od czasu do czasu firma nie zbiednieje ;) [czemu dostałam go w słoiczku z MACa nie mam pojęcia...]

4. Próbka BB kremu (Eris) - z tego co wiem, zachodnie BB kremy niewiele z azjatyckimi mają wspólnego, ale muszę przyznać, że jako krem koloryzujący się sprawdził - delikatne nawilżenie, wyrównanie kolorytu, lekkie krycie. Gdyby jeszcze matował skórę, uznałabym go za ideał na lato.

A do śmieci przedwcześnie idzie:
5. Ekspresowa odżywka regeneracyjna Total Repair (Schwarzkopf) - nie żeby była taka beznadziejna, ale znalazłam inne, które u mnie sprawdzają się o niebo lepiej i tej nie tknęłam od kilku miesięcy. Owszem, nawilża, ale totalnej regeneracji nie zauważyłam.

sobota, 22 września 2012

Zużycia sierpnia

Jak co miesiąc - choć znowu z poślizgiem :/ - przedstawiam swoje zużycia. Oto i one:


1. Peeling morelowy (Yves Rocher) - był częścią mojego Blogboxa i od początku mi przypasował - przynajmniej jeśli chodzi o działanie. Jest dość delikatny, używałam go na codzień. Niestety ma kiepski skład. Pełna recenzja tutaj. Ok. 22zł/50ml.
Następca: Żel myjący + peeling + maseczka 3w1 (Garnier)

2. Kapsułki pielęgnujące z wyciągiem z orchidei (Alterra) - to moje już któreś z kolei opakowanie. Dość łatwo dostępne, z dobrym składem, generalnie polecam. Ok. 7zł/op.
Następca: te same

3. Szampon wzmacniający do włosów zniszczonych i wypadających (Farmona) - używam od 2-3 miesięcy w połączeniu z odżywką i sprayem  tej samej linii i muszę przyznać, że już dawno moje włosy nie były w tak dobrej formie. Skład ma niestety taki sobie, cały czas szukam czegoś bardziej naturalnego. Ok. 10zł/300ml.
Następca: ten sam

4. Chusteczki odświeżające Antibacterial (Cleanic) - przez długi czas i niezliczoną ilość opakowań towarzyszyły mi na uczelni i w pracy, skuteczne (mam nadzieję, że w usuwaniu bakterii tak samo jak brudu) i dość delikatne. Skład bardzo chemiczny. Ok. 4zł/15szt.
Następca: brak jako takiego, wykańczam Żel oczyszczający do rąk (Yves Rocher)

5. Próbka Peelingu do ciała cytryna (Body Shop) - super pachnie i świetnie zdziera. Chętnie bym kiedyś kupiła, gdyby nie przynależność do L'Oreala. A tak, ciągle szukam ideału ;)

wtorek, 28 sierpnia 2012

Zużycia lipca

To jest niesamowite jak szybko czas mi ucieka ostatnio. Ledwo zaczął się miesiąc, a już zaraz się kończy. Kto mi powie gdzie mi zniknął sierpień?

No ale dość marudzenia, bez dalszej zwłoki przedstawiam moje bardzo skromne denka:

1. Szampon bananowy (Body Shop) - fantastycznie pachnie, dobrze się pieni, dobrze myje i wygładza włosy. Niestety skład ma taki sobie. 29zł/250ml.

2. Odżywka Natychmiastowa regeneracja Gliss Kur (Schwarzkopf) - to chyba największy spadek ever. Znalazła się wśród moich ulubieńców 2011, a teraz pozbywam się jej z ulgą. Jest wydajna i używa się jej bez spłukiwania, ale zdążyłam już w tym roku znaleźć lepsze. Ok. 10zł/150ml.







3. Próbki Żelu-kremu intensywnie nawilżającego (Yves Rocher) - przyjemnie pachnie, dobrze nawilża, nie podrażnia. Niestety skład ma taki sobie. 39zł/50ml.



czwartek, 5 lipca 2012

Zużycia czerwca

Jako że czerwiec już się skończył, pora na czerwcowe zużycia :) A ponieważ ostatnio aparat odmawia mi posłuszeństwa, tym razem tylko jedno zdjęcie (więcej dodam jak tylko aparat zacznie współpracować).

Oto moje zużycia:

1. Żel pod prysznic The House of Pets (Rossmann) - uff, ostatni ;) Wspominałam już o nich we wcześniejszych zużyciach. Piekielnie gęste, ładnie pachną, ale made in China. Pełna recenzja wkrótce. Ok. 10zł/4x30ml.

2. Próbka kakaowego peelingu do ciała (Body Shop) - naprawdę fajny, przyjemnienie pachnący peeling. Mam nadzieję, że znajdę równie dobry nie testowany na zwierzakach. Ok. 60zł/200ml, ok. 20zł/50ml.

3. Miniwersja kremu Aquasource (Biotherm) - teoretycznie to ten sam produkt, o którym pisałam tutaj (słoiczek wygląda tak samo i jest opisany tak samo), ale ma zupełnie inną konsystencję. Jest nieprzezroczysty, niebiesko-zielonkawy, dość gęsty, kremowy. Właściwości nawilżające ma trochę lepsze niż wcześniej używany przeze mnie żel, stosowałam go na noc i w tym dobrze się sprawdził. Ok. 160zł/50ml.

4. Punktowa emulsja przeciwtrądzikowa (Mary Kay) - skuteczna i nie podrażniająca. Pewnie jeszcze wielokrotnie bym do niej wracała, gdyby nie to, że MK przeszła na ciemną stronę Mocy i zaczęła testować na zwierzakach. Pełna recenzja tutaj. 50zł/29g.

5. Bibułki matujące (Perfecta) - bibułki jak to bibułki, tyle, że w ciekawej i wygodnej formie. Ok. 14zł/5m.

6. Szampon wzmacniający do włosów zniszczonych i wypadających (Farmona) - ostatnio mój ulubiony szampon. W połączeniu z odżywką i mgiełką z tej samej serii zdziałał cuda - moje włosy są miękkie i lśniące, do tego mam mnóstwo "baby hairs", których wcześniej aż tyle nie było. Jedynym minusem jest taki sobie skład. 8zł/300ml.

7. Olejek na gorąco z pszenicą i kokosem do włosów suchych i zniszczonych (Oriflame) - wspominałam o nim w poprzednich zużyciach. Ładnie pachnie. Nieduży, ale dość wydajny - teoretycznie tubka ma być na jedno mycie włosów, mi spokojnie wystarcza na dwa. Ok. 6zł/15ml.

Używałyście któregoś z tych produktów? A może jesteście w stanie polecić mi lepszy odpowiednik emulsji przeciwtrądzikowej MK lub innego z tych produktów? Podzielcie się :)

niedziela, 17 czerwca 2012

Zużycia maja

Mam nadzieję, że mi wybaczycie opóźnienie w prezentacji zużyć maja, ostatnio na wszystko brakuje mi czasu. Taka praca, ech...

No ale do rzeczy - tak prezentują się moje skromne majowe zużycia:

Trochę mało, ale w czerwcu na pewno będzie więcej :)

1. Kokosowy żel pod prysznic/płyn do kąpieli (Yves Rocher) - używałam go jako płynu do kąpieli i w tej funkcji sprawdził się nieźle. Przyjemnie pachnie, jest dość wydajny, nieźle się pieni. Ok. 7zł/50ml.

2. Czekoladowy krem do rąk Sweet Fantasy (Joanna) - muszę przyznać, że to aktualnie mój ulubiony krem do rąk. Na pewno kiedyś do niego wrócę :) Pełna recenzja tutaj. Ok. 6zł/75ml.

3. Peeling i kremowe serum do stóp (Marion SPA) - największy zawód miesiąca. O ile działanie było niezłe - peeling dość ostry, serum dobrze nawilżyło moje stopy - o tyle zapach wszystko zepsuł. Wybrałam właśnie tę wersję zapachową, bo lubię pomarańczę w połączeniu z cynamonem, ale w tym przypadku to była porażka. Nevermore. Ok. 3zł/szt.


4. Kapsułki pielęgnujące Orchidea (Alterra) - rewelacja. Czysto naturalny skład, mocne nawilżenie, rozsądna cena. Ostatnio niestety problem z dostępnością (dopiero po ok. miesiącu poszukiwań udało mi się dopaść drugie opakowanie), mam nadzieję, że to się poprawi w najbliższym czasie. Ok. 7zł/op.

5. Próbka kremu pod oczy Vitamin E (Body Shop) - całkiem przyjemny, lekki krem, dość wydajny, ale się nie skuszę. Zakupy w TBS ograniczam do minimum.

6. Próbka peelingu do twarzy Seaweed (Body Shop) - tu oparcie się pokusie będzie trudniejsze, peeling bardzo przypadł mi do gustu. Mógłby być nieco ostrzejszy, ale poza tym same plusy - delikatnie pachnie, dobrze oczyszcza, nie wysusza ani nie podrażnia, jest dość wydajny.


7. Olejek na gorąco z pszenicą i kokosem do włosów suchych i zniszczonych (Oriflame) - lepsza wersja olejku z Avonu, który swego czasu miałam okazję wypróbować ;) Działanie mają zbliżone, ale ten o wiele ładniej pachnie. Niestety jest sporo mniejszy, ale jest dość wydajny - teoretycznie tubka ma być na jedno mycie włosów, mi spokojnie wystarcza na dwa. Ok. 6zł/15ml.

8. Intensywnie regenerująca maseczka do włosów ciemnych (Biovax) - nie miałam do niej cierpliwości, zmyłam po 5 minutach, ale i tak zauważyłam efekt. Mimo wszystko więcej nie kupię, nie chce mi się siedzieć aż 20 minut z odżywką na włosach ;) Ok. 3zł/szt.

wtorek, 1 maja 2012

Zużycia kwietnia

Ostatnio miałam dużo zajęć i niestety ucierpiał na tym blog. Obiecuję po majówce pisać nieco częściej :) Co wolałybyście przeczytać najpierw - recenzję kremu pod oczy Clinique czy maski Dermaheal? Dajcie znać w komentarzach :)

Mamy początek maja, czas więc na zużycia kwietnia. Oto i one:

Zdjęcie grupowe ;)






1. Maska oczyszczająca (Dermaheal) - czyli nabytek blogboxowy. Moja pierwsza maseczka w formie faktycznej maski ;) Pełna recenzja już po majówce. Ok. 20zł/szt. (22g).

2. Krem pod oczy All About Eyes Rich (Clinique) - miniaturka 7ml zdobyta w jakiejś akcji promocyjnej. Mega wydajny, gęsty krem. Pełna recenzja po powrocie z majówki :) Ok. 140zł/15ml.








3. Żele pod prysznic The House of Pets (Rossmann) - pisałam o nich w ostatnich zużyciach. Piekielnie gęste, ładnie pachną, ale made in China. Pełna recenzja po powrocie z majówki. Ok. 10zł/4x30ml.

4. Krem Nivea Soft (Nivea) - dawny ulubieniec do rąk i ciała. Dobrze nawilża, ale ma kiepski skład - po doczytaniu końcówkę zużyłam do stóp. Ok. 6zł/50ml.



5. Szampon odżywczy do włosów słabych i łamliwych Pokrzywa i Łopian (Avon) - dość rzadki, nieźle się pieni. Niestety dość słabo myje. Na szczęście to ostatni egzemplarz jaki miałam, więcej szamponów z Avonu nie kupię. Zresztą innych produktów też nie - bodajże od lutego Avon wszedł do Chin i zgodnie z ichnim prawem podjął rozpoczął obowiązkowe testy na zwierzakach. Bye bye, Avon. 10zł/250ml.

6. Odżywczy olejek do włosów Prowansalska Lawenda i Jaśmin (Avon) - używany na gorąco wg. instrukcji sprawdził się u mnie dobrze, nie podoba mi się zapach i niezbyt podoba mi się skład. 20zł/50ml.

7. Olejek na gorąco z pszenicą i kokosem do włosów suchych i zniszczonych (Oriflame) - sprawdził się nawet trochę lepiej niż ten z Avonu, rewelacyjnie pachnie i ma lepszy skład. Ok. 6zł/15ml.









8. Korektor (Miss Sporty) - kupiony bardzo dawno temu, wydajny, ale niezbyt trwały. Zaczęłam już jego następcę i teraz dziwię się jak mogłam go używać :P Chyba już niedostępny.

sobota, 14 kwietnia 2012

Zużycia marca

W końcu udało mi się znaleźć chwilę na sklecenie posta z marcowymi zużyciami. Najważniejsze, że zdążyłam przed połową kwietnia ;)

A oto i moje jakże skromne marcowe zużycia:

Zdjęcie grupowe ;)

A teraz bardziej szczegółowo:

1. Próbki Lekkiego kremu bioaktywnie nawilżającego Selected From Nature SPF 5 (Lirene) - dobrze nawilża, jest dość wydajny. Ale niestety - mimo opakowania krzyczącego "jestem naturalny!" - zawiera parabeny i mnóstwo innej chemii. Na pewno nie kupię. Ok. 25zł/50ml.

2. Próbka Kremu odżywczego z wyciągiem z pestek śliwki (AA) - wprawdzie dla skóry suchej, a nie mieszanej, ale z przesuszeniem poradził sobie doskonale. Troszkę dziwnie pachnie, ale ma całkiem dobry skład. Ok. 36zł/50ml.







3. Szampon do włosów normalnych i zniszczonych Rumianek i Aloes (Avon) - dość rzadki, nieźle się pieni. Niestety, podobnie jak jego brat z pokrzywą i łopianem dość kiepsko myje włosy (a co gorsza został mi jeszcze jeden z pokrzywą do zużycia :/). Nigdy więcej go nie kupię. Ok. 10zł/250ml.










4. Próbka Masła do ciała Mango (Body Shop) - konsultantka napisała mi, że to Moringa, ale o ile pamiętam było to Mango. Pachnie pięknie, owocowo, ma dość gęstą konsystencję. Łatwo się rozprowadza, szybko się wchłania i bardzo przyjemnie nawilża. Tylko ta cena... 65zł/200ml, 20zł/50ml.

5. Żel pod prysznic The House of Pets (Rossmann) - 1/4 zestawu, który kupiłam ze względu na promocję i słodkie buteleczki w kształcie pieska. Żel jest piekielnie gęsty, piekielnie trudny do wydobycia z buteleczki - po niefortunnej pierwszej próbie wzięcia prysznica używam ich tylko jako płynu do kąpieli. Całkiem nieźle się pieni, przyjemnie pachnie, ale niestety - to wyrób chiński. Pełna recenzja wkrótce. Ok. 10zł/4x30ml.

6. Próbka żelu pod prysznic Divine Time (Avon) - mam ją od wieków, linia DT już dawno zniknęła z katalogów, a ja ciągle zapominałam zabrać tę saszetkę w podróż. W końcu zużyłam w domu. Nieźle się pieni, bajecznie pachnie.

7. Kulki do kąpieli malinowe (Yves Rocher) - już 2 sztuki dały trochę piany i przyjemny zapach, przy 3 było przyzwoicie. Po kąpieli skóra była miękka i pachnąca. Pewnie jeszcze kiedyś kupię. 1,5zł/szt.

8. Nawilżane chusteczki odświeżające (Cleanic) - oczyszczają, odświeżają, zawierają płyn antybakteryjny. Zawsze mam je przy sobie, dość często się przydają. Ok. 3zł/15szt.


9. Próbka Matująco-kryjącego podkładu z algami SPF 14 (Dr Irena Eris) - dość rzadki, łatwo się rozprowadza, nieźle kryje i matuje. Zdecydowanie się nad nim zastanowię jak skończy mi się obecny podkład. 75zł/30ml.

10. Próbka Kremu koloryzującego You Rebel Lite SPF 15 (Benefit) - ładnie wyrównuje koloryt, ma całkiem długo się trzyma. Byłam z niego bardziej zadowolona niż się spodziewałam. Chociaż jak się właśnie doczytałam, skład ma taki sobie. I ta cena... Ok. 140zł/50ml.



11. Próbka wody toaletowej Love of Pink (Lacoste) - zapach słodki, kwiatowo-owocowy. Próbka miała formę nasączonej wodą chusteczki, przez co zapach kiepsko się trzymał - zniknął już po godzinie-dwóch. Ok. 130zł/50ml, ok. 100zł/30ml.

12. Próbka wody toaletowej Boss Orange (Hugo Boss) - też w formie nasączanej chusteczki. Zapach świeży, słodki, ale nie za słodki, spodobał mi się. Tylko ta cena... Ok. 250zł/50ml.




I gratis: ostatnie pożegnanie czyli bubel idzie do śmieci:


Temperówka For Your Beauty czyli pogromca kredek. Masakra! Ok. 4,5zł/szt.

niedziela, 4 marca 2012

Zużycia lutego

Jako że mamy już początek marca, nadeszła pora na moje lutowe zużycia. Wprawdzie w tym miesiącu nie bardzo mam się czym pochwalić, ale najważniejsze, że coś się udało zużyć ;) Oto i moje zużycia:

W torebce wyglądają nieźle objętościowo ;)

I zdjęcie grupowe ;)


A teraz zbliżenia i krótkie podsumowania:

1. Płyn do kąpieli Maliny ze śmietaną (Avon) - całkiem fajny płyn o super zapachu. Cieszę się, że udało się go skończyć, bo na jego miejsce już czekał płyn Żurawina i pomarańcza :) Wspominałam o nim tu. 22zł/1000ml.

2. Próbka Masła do ciała Chocomania (Body Shop) - świetny nawilżacz, bajeczny zapach, fajna konsystencja (gęsta, maślana w pojemniczku, a kiedy ogrzeje się od skóry - lekka, balsamowa). Zdecydowanie kupię kiedy pozużywam co mam :) Tylko czemu jest takie drogie? :( 65zł/200ml, 20zł/50ml.




3. Szampon odżywczy do włosów słabych i łamliwych Pokrzywa i łopian (Avon) - dość rzadki, nieźle się pieni. Nie nawilża (czego od niego nie wymagałam, bo od tego jest odżywka), ale co gorsza nie spełnia swojej podstawowej funkcji - słabo myje włosy. Więcej go nie kupię. 10zł/250ml.

4. Miniwersja Szamponu Intense Repair do włosów zniszczonych (Dove) - zdobyty w akcji promocyjnej na FB, chętnie go wypróbowałam i się nie zawiodłam. W przeciwieństwie do numeru 3 myje włosy, nawilża je i wygładza. W przyszłości skuszę się na pełną butelkę. Ok. 13zł/350ml.






5. Próbka Mineralize Charged Water Moisture Gel (MAC) - dostałam przy okazji dobierania podkładu i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Lekki, szybko wchłaniający się żel, fajnie nawilża, lekko chłodzi. Wydajny - pół słoiczka wystarczyło mi na 4 czy 5 użyć. Tylko dlaczego MAC musi być taki drogi? :( 132zł/50ml.

6. Próbka Hydrationist? (Estee Lauder) - 'pani sephorzanka' tak nabazgrała, że nie jestem pewna czy to ten krem, ale to chyba on ;) Dość gęsty krem, faktycznie fajnie nawilża, ale wyskoczyło mi po nim kilka wyprysków. Na pewno nie kupię. Ok. 220zł/50ml.

7. Próbka Kremu matującego Seaweed na dzień (Body Shop) - szukam ostatnio dobrze nawilżającego kremu matującego i ten sprawił się całkiem nieźle. Jest wydajny i ma przyjemną konsystencję. Niewykluczone, że zagości na dłużej w mojej łazience. Ok. 45zł/50ml.

8. Próbka Lekkiego kremu bioaktywnie nawilżającego Selected From Nature SPF 5 (Lirene) - dostałam w Naturze 5 (!) próbek tego kremu do zakupu pędzelka Essence za 5zł, byłam w szoku. Narazie zużyłam pierwszą i jestem dość zadowolona, dobrze nawilża, jest dość wydajny. Nawet miałam go już w ręku w Rossmannie (jest wycofywany, kosztował tylko ok. 13zł), ale stojąc w kolejce przeczytałam sobie skład. Jak krem, którego całe opakowanie krzyczy "jestem naturalny!" może zawierać parabeny i tony innej chemii? Nie lubię jak robi się mnie w bambuko, odstawiłam go na półkę i na pewno nie kupię. Ok. 25zł/50ml.







9. Świeczki tealight Winter Dream (Bolsius) - przecudownie pachnące (przyprawowo-cynamonowo-bożonarodzeniowo) świeczki, aż cieplej mi się robiło od tego zapachu :) Żałuję, że nie kupiłam więcej, bo wypaliłam je bardzo szybko, a później już ich nigdzie nie widziałam. 4,50zł/6szt.