Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogłoszenia parafialne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogłoszenia parafialne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 czerwca 2015

Ogłoszenie parafialne #2: Wracam do blogowania!

Kochani!

Życie zwolniło trochę tempa, a ja strasznie stęskniłam się za blogowaniem, zatem oficjalnie ogłaszam: wracam!

Po drodze sporo się zmieniło - przede wszystkim mieszkam teraz w Irlandii. Co w kontekście kosmetyków jest superfajne (bo zyskałam dostęp do marek, które od lat chciałam wypróbować, jak Lush, Soap & Glory czy Collection 2000) i niefajne (bo straciłam dostęp do Tołpy, Ziaji, Rosmanna czy Sephory). Jak narazie próbuję znaleźć jakiś tutejszy odpowiednik mojego ulubionego szamponu Babydream i pasującą mojej twarzy pielęgnację (lada moment kończy mi się ukochana Tołpa).

Zapraszam już wkrótce m.in. na: ulubieńców wiosny, projekt denko i zużycia czerwca :)

Moireach

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Ogłoszenie parafialne

Drogie Czytelniczki/drodzy Czytelnicy,

W związku z obecną sytuacją osobistą i ogólnym natłokiem wszystkiego, jestem zmuszona na bliżej nieokreślony czas zawiesić działalność bloga. Miałam nadzieję, że dam radę publikować chociaż 2-3 posty miesięcznie, ale w tej chwili wygląda na to, że niekoniecznie. I mam wielką nadzieję, że uda mi się szybko wrócić do blogowania.

Pozdrawiam serdecznie,
Moireach

sobota, 13 kwietnia 2013

Ogłoszenie parafialne - zmiany, zmiany, zmiany

Ostatnio wiele działo się w moim życiu (stąd moja nieobecność w ostatnim czasie) i postanowiłam w pewnym sensie odzwierciedlić to zmianami na blogu.

Przede wszystkim niedawno zdałam sobie sprawę z faktu, że zaczęła mnie uwierać monotematyczność tego bloga. Dlatego postanowiłam rozszerzyć jego tematykę o inne interesujące mnie sfery - książki, filmy, seriale, muzykę itd.

Poza tym najprawdopodobniej znikną z bloga ulubieńcy kwartału (choć nad tym jeszcze się zastanawiam) i pojawi się podsumowanie miesiąca (to na pewno). W najbliższym czasie rozpocznę również duży projekt, pojawi się też wyprzedaż blogowa.

Mam nadzieję, że spodobają się Wam te zmiany.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Ulubieńcy jesieni


Witam serdecznie w Nowym Roku i życzę Wam wszystkim, aby rok 2013 był udany i szczęśliwy, aby przyniósł spełnienie marzeń (w tym kosmetycznych;) i postawił na Waszej drodze wiele ciekawych osób.

**********

Zanim przejdę do właściwej notki, chciałabym wyjaśnić, skąd moje długie milczenie w grudniu. Otóż miała w moim życiu miejsce duża zmiana - przeprowadzka. Jakieś 2 miesiące intensywnego pakowania, około 2 tygodnie (z przerwami na ostatnie fazy pakowania) zajęła sama przeprowadzka, a kiedy w końcu udało się na tyle wszystko ogarnąć, że między pudłami już dało się chodzić, przyszedł czas na wyjazd świąteczny - w miejsce gdzie internet nie dociera. Ale jestem już spowrotem i z nową energią zabieram się za pisanie i focenie :)

Zapraszam do czytania mojego pierwszego posta w roku 2013 czyli opóźnionych przez przeprowadzkę ulubieńców jesieni :)

**********
A oto moi jesienni zwycięzcy:

1. Masełko do ust Wild Cherry (Body Shop) - gęste, cudnie pachnące, dobrze odżywiające masełko. Minusy? Przynależność TBS do L'Oreala, czego zawsze będę żałować. Pełna recenzja tutaj. 20zł/10ml.

2. Balsam do ust Summer Fruit (EOS) - mega wydajny (mam go ponad rok i ciągle końca nie widać), cudnie pachnący, dobrze odżywiający balsam, co więcej - z dobrym składem i nie testowany na zwierzętach. Minusy? Dostępność. Pełna recenzja tutaj. Ok. 16-24zł/7g.

3. Maść arnikowa (Elissa) - tej zimy uratowała mnie kilka razy. Zmasakrowany katarem nos? Zmasakrowane ciągłym myciem dłonie? Przesuszone usta czy skóra twarzy? Ze wszystkim dała sobie radę :) Minusy? Nie zauważyłam. Ok. 5zł/25g.

4. Korektor All Cover Mix (Make Up Store) - gęsty, wydajny korektor, doskonale radzący sobie również pod oczami. Minusy? Już niedostępny w Polsce i ma paraben w składzie. Ok. 50zł/18g.

5. Transparentny puder Welcome to Las Vegas (Catrice) - dobrze utrwala makijaż i matuje, wydajny, nietestowany. Minusy? Nienajlepszy skład i niedostępność. Pełna recenzja tutaj. Ok. 18zł/8.5g.

6. Cienie A New League (Essence) - rewelacyjna trwałość i piękne kolory. Super sprawdzają się jako baza pod cienie (szczególnie matowe, co pomaga na nieco zbyt dużą jak dla mnie ilość błyszczących drobinek). Nietestowane. Minusy? Niedostępność. No i szkoda, że nie było więcej kolorów ;) 9.99zł/5g.

7. Kredka Eyebrow Lifter Hollywood's Fabulous 40's (Catrice) - czyli słynny "podnośnik". Miękka, matowa różowa kredka, teoretycznie służąca do rozświetlania skóry pod łukiem brwiowym. Jak dla mnie jest na to zbyt różowa, ale świetnie sprawdza się w linii wodnej, wytrzymuje naprawdę długo. Minusy? Niedostępność. 12.99zł/3g.

8. Mgiełka wzmacniająca do włosów zniszczonych i wypadających oraz 9. Odżywka wzmacniająco-regenerująca do włosów zniszczonych i wypadających (Farmona) - zdecydowanie podziałały na moje włosy, mniej wypada, więcej rośnie, ale z powodu zawartości alkoholu trochę je przesuszyły. Nie testowane na zwierzętach. Minusy? Średni skład i wspomniane wysuszanie. Ok. 9zł/200ml (mgiełka), ok. 15zł/100ml (odżywka).

10. Wygładzający peeling do ciała o zapachu bzu (Joanna) - cudnie pachnący peeling o średniej sile złuszczania. Minusy? Zawiera SLES. I jak dla mnie mógłby być trochę mocniejszy. Ok. 15zł/300g.

11. Dezodorant Super Deo (Reutter) - mega wydajny (mam go prawie rok, a nie zużyłam nawet połowy), działa u mnie rewelacyjnie. Minusy? Nie zauważyłam. Ok. 18zł/50g.

12. Zapach elektryczny Spiced Cider (Bath & Body Works) - ciepły, przyprawowy zapach, mój ideał na jesień i zimę. Nietestowany. Minusy? Nie zauważyłam. Ok. 19zł/24ml.

__________
/Edit:
No i oczywiście w pośpiechu pisania notki drugi raz (bo Blogger z niewiadomych przyczyn usunął oryginalną wersję roboczą tuż przed opublikowaniem) zapomniałam dopisać dwóch ulubieńców i dwa kity :/ Oto one:

13. Nakomarek balsam na komary (Lawendowa Farma) - w 100% naturalny balsam do ciała w kostce. Teoretycznie ma odstraszać komary - nie wiem, żadnych nie spotkałam w tym roku - i w tym celu pachnie różnymi ziołami. Boski zapach, świetne nawilżenie, 100% naturalny i cruelty-free - same zalety! Minusy? Niestety niedostępny :( Pełna recenzja wkrótce. ?/50g.

14. Podkład Pro Longwear (MAC) - miałam tylko próbkę, ale wystarczyła mi na pełny miesiąc bez weekendów! Mega wydajny, krycie średnie (jak dla mnie całkowicie wystarczające, nie lubię i nie potrzebuję kilogramów tapety na twarzy), trwałość i mat bardzo dobre - zaczynałam się świecić dopiero pod koniec dnia pracy, a i tak tylko lekko. Minusy? Cena pełnego opakowania. Ok. 130zł/30ml.

I jesienne kity:
1. Poziomkowy balsam do ust (Flos-Lek) - po prostu bubel i tyle. Pełna recenzja tutaj.

2. Podkład Perfecting Cover (Sephora) - miałam tylko próbkę, którą wyrzuciłam po pierwszym użyciu. Dziwna konsystencja i dziwny zapach, a do tego bardzo krótkotrwały i kiepski mat - po 2-3 godzinach mocno świeciła mi się cała twarz (a u mnie norma to strefa T). Nie polecam.

wtorek, 20 marca 2012

Post zaangażowany czyli postanowienia kosmetyczne

Zacznę może od wyjaśnienia dlaczego ostatnio nieco zaniedbałam bloga. Otóż zostałam odciągnięta przez proces zmiany pracy i intensywne przeszkolenie :D Mam nadzieję, że w najbliższym czasie wszystko się na tyle ustatkuje, że będę w stanie częściej pisać. Po tym optymistycznym wstępie bezzwłocznie przechodzę do właściwej treści notki :)

Wprawdzie przyjęło się, że postanowienia robi się w Sylwestra/na samym początku roku, ale nie mam zamiaru czekać aż do grudnia i dlatego się wyłamię ;) Zamierzam zacząć wprowadzać moje postanowienia w życie od zaraz, a właściwie od momentu kiedy pokończą mi się kosmetyki sprzeczne z nowymi zasadami (no bo przecież nie będę wyrzucać nieużywanych produktów, na które już wydałam pieniądze :P równie dobrze mogę je zużyć).

Ale do rzeczy. Oto moje postanowienia:


NIE dla kosmetyków (i wszystkiego innego) "MADE IN CHINA"

Od dłuższego czasu staram się unikać różnych produktów, a szczególnie kosmetyków, wyprodukowanych w Chinach. Zaczęło się od stwierdzenia, że chińszczyzna to zazwyczaj badziewie, dopiero później dowiedziałam się o wykorzystywaniu dzieci do pracy, traktowaniu zwierząt czy o przerażających zniszczeniach środowiska naturalnego.

Ale dopiero rozmowa z Anią z bloga Ekologicznie, empatycznie, praktycznie uświadomiła mnie, że jest dużo gorzej niż mi się wydawało (pisała o tym ostatnio w tym poście) i dała mi kopa do ostatecznego powiedzenia nie produktom "made in China". Przytoczyła wtedy przykład z książki, o tym jak wygląda produkcja kosmetyków w chińskiej fabryce. Brud, brak jakichkolwiek przepisów BHP, rękawiczek, mydła w toaletach pracowniczych (! pracownicy korzystają z WC i po tym bez mycia rąk, bez rękawiczek produkują kremy do twarzy!) - za takie kosmetyki dziękuję, nie mam ochoty na jakieś dziwne choroby skóry.

Dlatego postanowiłam wprowadzić etykietkę "made in China", która będzie wskazywać kosmetyki produkcji chińskiej - te, które przekradną się przez moje lustracje przedzakupowe, i te, które zauważę w sklepie. Z góry już mogę powiedzieć, że ostatnio Avon ma sporo produktów z Chin - począwszy od części kolorówki (na pewno szminka z błyszczykiem "Pełnia zmysłowości" i miniszminka "Stylowy kolor") po część grzebieni/szczotek do włosów. Ale wątpliwy zaszczyt pierwszego kosmetyku "made in China" na moim blogu kopnął firmę Oriflame, której cienie zrecenzowałam latem 2011. Do etykietki "made in China" prowadzi obrazek widoczny pod archiwum :)


NIE dla firm testujących na zwierzętach

Od około 7 roku życia miałam zwierzaki - najpierw mieliśmy chomiki (licząc z młodymi przewinęło się ich mnóstwo) potem pojawiła się Psica. Uwielbiam zwierzaki i nie zgadzam się na to, żeby króliczkom wkrapiać do oczu stężony szampon, szczurom i myszom wstrzykiwać domięśniowo jakieś chemikalia, a psom przez rurę ładować psie żarcie prosto do żołądka aż do jego pęknięcia. A to tylko przykłady.

A najgorsze jest to, że teraz wszystkie firmy pysznią się znaczkami "cruelty-free" na opakowaniach produktów, jakby to było jakieś wielkie poświęcenie. Otóż nie, nie jest - wymogiem UE jest nie testowanie produktu na zwierzętach. Ale niestety nie ma takich regulacji w kwestii testowania składników - więc produkt ze znaczkiem "cruelty-free" często wcale taki nie jest. Wiele firm ciągle testuje składniki na zwierzakach albo kupuje składniki nie sprawdzając czy były testowane czy nie.

Od tej pory będę w recenzjach podawać informacje o testowaniu/nietestowaniu przez daną firmę (i sukcesywnie będę uzupełniać starsze recenzje) i wprowadzam etykietkę "cruelty-free" dla oznaczenia produktów przyjaznych zwierzakom :) Za jakiś czas pojawi się też w formie obrazka pod archiwum :)


NIE dla szkodliwej chemii w kosmetykach

Już od jakiegoś czasu staram się kupować kosmetyki bez parabenów, ale etykiet dokładnie nie czytałam, bo "przecież się na tym nie znam". Po obejrzeniu filmiku The Story of Cosmetics - wrzuconego ostatnio przez fan page Phenome - moje nowe motto brzmi "to się zapoznam".

To przerażające ile świństw producenci wsadzają do kosmetyków. Doczytałam się na przykład, że sporym (ale niestety nie nagłośnionym) problemem na rynku jest obecność ołowiu w pomadkach - na niechlubnej liście "przodowników" prowadzi Maybelline Color Sensation (koncern L'Oreal). Kosmetyki zawierają mnóstwo substancji rakotwórczych - w tym kosmetyki sztandarowych firm związanych z Różową Wstążką (Avon, Estee Lauder, Revlon), które pokazują się jako dobroczyńcy, a jednocześnie od dawna odmawiają podpisania Compact for Safe Cosmetics (zobowiązanie do usunięcia szkodliwych chemikaliów związanych m.in. z rakiem i mających szkodliwy wpływ na zdrowie).

A wprowadzanie klienta w błąd w kwestii zawartości jest na porządku dziennym - pisałam ostatnio o kremie Lirene, którego opakowanie krzyczało "jestem naturalny!", a w składzie miał chyba z 5 różnych parabenów (a jak się ostatnio dowiedziałam, niektóre parabeny i ftalany zwiększają ryzyko wystąpienia raka piersi).

Dlatego od tej pory będę korzystać ze strony EWG's Skin Deep Cosmetics Database (podobną listę, tylko sporo mniejszą, ma na swojej stronie Phenome) i do każdej recenzji podawać skład z zaznaczeniem substancji niebezpiecznych dla zdrowia (oby ich było jak najmniej ^^). I wprowadzam kolejną nową etykietkę "100% natura" dla oznaczenia produktów naturalnych (również za jakiś czas pojawi się w formie obrazka; tu też sukcesywnie będę uzupełniać recenzje) - narazie z kosmetyków, które mam, łapią się tylko "rybki" z Alterry, ale na pewno będzie ich więcej :)

Co o tym myślicie? Czytacie składy i patrzycie na kraj pochodzenia? Szukacie firm nietestujących na zwierzętach? Podzielcie się :)

____________
Bonus :)
Do końca marca w Rossmannie obowiązuje zniżka 20% na produkty do twarzy Alterra - zniżka sumuje się z promocjami :) Pełna lista produktów objętych rabatem jest tutaj, a kupon tutaj.

czwartek, 12 stycznia 2012

Zużycia grudnia + zmiany noworoczne

Z okazji nowego roku postanowiłam wprowadzić kilka zmian. Rezygnuję z "denka" jako takiego i wprowadzam zużycia, bo jakoś nie idzie mi zużywanie dokładnie tego co postanowiłam. Chwilowo rezygnuję z "hitów i kitów" miesiąca i wprowadzam "hity i kity" kwartału, bo jakoś ostatnio rzadko trafiam na coś, co robi na mnie wrażenie. I prawdopodobnie recenzje zyskają od tej pory nową formę.

To tyle w kwestii zmian, pora na moje zużycia. W grudniu wyglądały tak:

  1. Żel pod prysznic Energia i orzeźwienie (Oceania) - żel o zapachu cytrusów i trawy cytrynowej, naprawdę przyzwoita tanizna z Biedronki :) Nie jest to może mój ulubiony żel (zapach nieszczególnie mi się podobał), ale działa i nie wysusza skóry. Dość rzadki, lejący, dobrze się pieni. Ok. 4zł/500ml.
  2. Odświeżający szampon do każdego rodzaju włosów Kwiat Wiśni (Avon) - Przyjemnie kwiatowo pachnący szampon, dobrze się pieni i przyzwoicie myje. Cena, jak często w Avonie, przesadzona - trzeba łapać kiedy jest taniej. Generalnie fajny szapmon, nawet dla samego zapachu warto ;) 10zł/250ml
  3. Clarifying Lotion 3 (Clinique) skóra mieszana w stronę tłustej - miniwersja wchodząca w skład zestawu próbnego Clinique 3 Steps. Recenzja wkrótce :)
  4. Punktowa emulsja przeciwtrądzikowa (Mary Kay) - Super preparat, mega wydajny, pierwsze opakowanie skończyło mi się po 12-13 miesiącach stosowania. Na stałe zajął miejsce w mojej kosmetyczce. Pełna recenzja tutaj. 45zł/29g 
  5. Mineralny podkład pudrowy (Mary Kay) - Mój ukochany sypki puder. Wydajny (starczył na ok. rok), fantastycznie matuje, łatwy do stopniowania krycia, łatwo się nakłada. Jedyny minus - opakowanie z "gołym" sitkiem (przez co po podróży miałam mnóstwo pudru na sitku i ciężko było nabrać odpowiednią ilość na pędzel) - został naprawiony kilka miesięcy temu (nowe opakowanie ma "zamykane" sitko), więc drugi egzemplarz będzie ideałem. Na pewno kupię jeszcze nie raz. 65zł/8g