wtorek, 29 stycznia 2013

Hity i kity roku 2012 cz. 1 - pielęgnacja twarzy

Jak ten czas szybko leci... Całkiem niedawno pokazywałam ulubieńców roku 2011, a tu już kolejny rok się skończył, ba, na dobre zaczął się następny. Dlatego dziś przedstawiam część 1 moich hitów i kitów 2012 roku, czyli hity w pielęgnacji twarzy.

Jak widać na zdjęciu poniżej, w tym roku jest ich dość mało, wybrałam samo crème de la crème moich pielęgnacyjnych ulubieńców, czyli:

1. Kapsułki pielęgnujące z wyciągiem z orchidei (Alterra) - moja weekendowa kuracja supernawilżająca. Używam chyba od roku i ciągle uważam, że są świetne. Minusy? Substancje zapachowe w składzie, nie wiadomo po co. No po co, ja się pytam, zaśmiecać całkowicie naturalny skład chemią? :/  Ok. 7zł/op.


2. Charged Water Skin Hydrating Mist (MAC) - używana po umyciu twarzy, a przed kremem, zapewnia skórze dodatkową porcję nawilżenia i energii, użyta na podkład i puder sprawia, że lepiej się stapiają ze skórą i nadaje bardziej naturalne wykończenie. Minusy? Cena. 90zł/100ml.

3. Masełko do ust Wild Cherry (Body Shop) - bardzo je polubiłam i tym bardziej mi szkoda, że kiedy zaczęłam skłaniać się w stronę kosmetyków nietestowanych na zwierzętach, dowiedziałam się, że TBS należy do testującego L'Oreala. Gdyby nie to, prawdopodobnie kupiłabym kolejne opakowanie. Minusy? Przynależność do L'Oreala i jakowyś PEG w składzie. 20zł/10ml.

4. Balsam do ust Summer Fruit (EOS) - moja wielka miłość, naturalny skład, cruelty-free, niedrogi i mega wydajny. Minusy? Problemy z dostępnością w Polsce. Pełna recenzja tutaj. 16-24zł/7g.

5. Maść arnikowa (Elissa) - czyli produkt mi niezbędny, który ratował mnie wielokrotnie. Przesuszone usta/twarz/dłonie? Nos po katarze? Ze wszystkim daje radę :) Minusy? Nie zauważyłam. Ok.5zł/25g.

Jakie produkty do twarzy Was najbardziej zachwyciły w zeszłym roku? Podzielcie się!

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Projekt denko

Ponieważ przeraziła mnie ilość zapasów kosmetycznych ujawniona przy okazji przeprowadzki, w ramach "czyszczenia" tychże zapasów postanowiłam zacząć akcję okołodenkową pod hasłem:

"Wiosenne porządki, czyli zdążyć do Wielkanocy"

Do 31 marca zamierzam zużyć następujące produkty (i tym samym zwolnić miejsce następcom;) :


1. Krem nawilżająco-równoważący Formuła 2 (Mary Kay) - całkiem dobry krem nawilżająco-matujący, już wycofany z oferty.
2. Odżywczy krem do twarzy z czerwonym jabłkiem i owsem (Oriflame) - używam go na noc, jak dla mnie jest za gęsty na dzień. Jak narazie sprawia się tak sobie.
3. Balsam do ust Summer Fruit (EOS) - kocham go, wielbię go, ale ile można?! Mam go od ponad roku i ciągle nie chce się skończyć, skurczybyk. Dałby mi poskakać z kwiatka na kwiatek zanim na stałe do niego wrócę...
4. Peeling o zapachu bzu (Joanna) - boski zapach, a do tego całkiem niezłe działanie, i już mnie kusi, żeby kupić kolejny kiedy tylko ten się skończy...
5. Płyn do kąpieli Spiced Orange (Avon) - ładnie pachnie i dobrze się pieni. Przeciętniak, a i nawet nieco poniżej, jak ma zły dzień, swędzi mnie po nim skóra.
6. Balsam do ciała w kostce (Lawendowa Farma) - kolejna miłość, 100% natura. Szkoda mi go kończyć, chciałoby się oszczędzać i dawkować, ale już nie mogę - jest już na granicy terminu przydatności.
7. Odżywka do włosów z oliwą z oliwek (Body Shop) - przyzwoita odżywka, ale po niej czeka na mnie Jungle firmy Lush :D
8. Puder transparentny (Catrice) - lubię go, daje świetny efekt, ale już następny czeka w kolejce ;)
9. Tusz do rzęs (Mary Kay) - nie chcę myśleć ile czasu już go mam, w zasadzie powinnam go wyrzucić, ale mi szkoda, bo ciągle zachowuje się normalnie i, co ważniejsze, wygląda dobrze i nie śmierdzi.
10. Pomadka z błyszczykiem (Avon) - bezsensowny zakup sprzed jakiegoś roku, zupełnie nie "mój" kolor, ale może zdążę go zużyć, ciekawsze czekają...

Czy Wy też macie produkty, które chcecie zużyć w najbliższym czasie? Przyłączcie się, razem zawsze raźniej! :)

środa, 16 stycznia 2013

Zużycia grudnia

Dziś w końcu udało mi się w poprzeprowadzkowym chaosie pudłowym zlokalizować wszystkie puste opakowania (błogosławieni przezorni, którzy zapisują co zużyli, albowiem oni będą wiedzieli czego szukają w stercie pudeł :P), zatem przedstawiam moje ostatnie zużycia z roku 2012:


1. Koloryzująco-nawilżający krem na dzień SPF20 (Avon) - krem, który usiłowałam zmęczyć już od bardzo dawna. Nawilża wystarczająco, efekt koloryzujący jest delikatny - lekkie wyrównanie kolorytu, krycie żadne, całkiem ładne rozświetlenie. Zdecydowanie trzeba mu przyznać, że jest bardzo wydajny. Nie lubię za długi, mocno chemiczny skład i testowanie na zwierzętach.
Następca: Krem nawilżająco-równoważący Formuła 2 (Mary Kay) - końcówka. Powinnam się z nią uporać do lutego ;) Jako podkład - Modelujący podkład w musie z aloesem 4w1 (Bell).

2. Odżywka wzmacniająco-regenerująca do włosów zniszczonych i wypadających (Farmona) - bardzo wydajna, na spółkę ze sprayem bardzo mi pomogła zmniejszyć ilość włosów wypadających podczas mycia i czesania. Nie wykluczam, że sięgnę po nią ponownie.
Następca: Odżywka Rainforest Shine (Body Shop) - miniwersja 60ml.

3. Mgiełka wzmacniająca do włosów zniszczonych i wypadających (Farmona) - jw. Używam często rano, nieco ułatwia rozczesywanie.
Następca: ten sam.

4. Woda toaletowa Like a Walk in the Summer Rain (Essence) - woda z limitki zapachowej, którą można jeszcze spotkać w Naturze i SuperPharmie. Bardzo się z nią polubiłam. Pełna recenzja tutaj.
Następca: Pachnąca mgiełka do ciała Róża i Brzoskwinia (Avon) - na wykończeniu.

5. Próbka Kremu na dzień Seaweed (Body Shop) - lekki nawilżająco-matujący krem o dość przyjemnym zapachu. Podoba mi się inne niż zwykle opakowanie na próbkę ;)

6. Próbka Masła do ciała malinowego (Body Shop) - gęste masło o boskim zapachu.

7. Próbka Masła do ciała imbirowego (Body Shop) - masło z limitowanej edycji świątecznej.

wtorek, 15 stycznia 2013

Woda toaletowa Like a Walk in the Summer Rain - Essence

Byłam bardzo zawiedziona, kiedy wyszła informacja, że perfumowa limitka Like a... firmy Essence będzie niedostępna w Polsce. Jednak jakiś czas później zastałam ją w SuperPharmie i to w promocji (bodajże 20% na wszystkie perfumy). Obniuchałam wszystkie po kolei (za co mój nos nie był zbyt wdzięczny) i po krótkim wahaniu wybrałam Like a Walk in the Summer Rain i Like a New Love.



Like a Walk in the Summer Rain to zapach bardzo świeży, zielony, wiosenny. Nuta głowy to cytryna, pomarańcza, fiołek alpejski, czysty aldehyd i arbuz. Na nutę serca składają się konwalia, frezja, ozon i nuty morskie, a na nutę bazy mech, cedr i piżmo. Trwałość zapachu jest nieco lepsza niż się spodziewałam - po powrocie z pracy jeszcze odrobinę czuję go na ubraniu. Z wydajnością jest sporo gorzej - zapach jest delikatny, więc "wypsikałam" swoje 10ml bodajże w 1.5 miesiąca, co jeszcze mi się nie przytrafiło.

Lubię takie świeże zapachy, więc teraz walczę z bardzo silną pokusą zakupienia większej buteleczki ;)

SKŁAD:
Alcohol Denat., Aqua, Parfum, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Ethylhexyl Salicylate, Citral, Geraniol, Citronellol, Limonene, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, CI 17200, CI 42090, CI 60730

PLUSY:

  • Przyjemny, świeży zapach,
  • Niezła cena,
  • Zaskakująco niezła trwałość,
  • Produkt nie testowany na zwierzętach.


MINUSY:

  • Mocno chemiczny skład,
  • Słaba wydajność.


CENA: ok. 18zł/10ml, ok. 30zł/50ml.

OCENA: 4/5.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Ulubieńcy jesieni


Witam serdecznie w Nowym Roku i życzę Wam wszystkim, aby rok 2013 był udany i szczęśliwy, aby przyniósł spełnienie marzeń (w tym kosmetycznych;) i postawił na Waszej drodze wiele ciekawych osób.

**********

Zanim przejdę do właściwej notki, chciałabym wyjaśnić, skąd moje długie milczenie w grudniu. Otóż miała w moim życiu miejsce duża zmiana - przeprowadzka. Jakieś 2 miesiące intensywnego pakowania, około 2 tygodnie (z przerwami na ostatnie fazy pakowania) zajęła sama przeprowadzka, a kiedy w końcu udało się na tyle wszystko ogarnąć, że między pudłami już dało się chodzić, przyszedł czas na wyjazd świąteczny - w miejsce gdzie internet nie dociera. Ale jestem już spowrotem i z nową energią zabieram się za pisanie i focenie :)

Zapraszam do czytania mojego pierwszego posta w roku 2013 czyli opóźnionych przez przeprowadzkę ulubieńców jesieni :)

**********
A oto moi jesienni zwycięzcy:

1. Masełko do ust Wild Cherry (Body Shop) - gęste, cudnie pachnące, dobrze odżywiające masełko. Minusy? Przynależność TBS do L'Oreala, czego zawsze będę żałować. Pełna recenzja tutaj. 20zł/10ml.

2. Balsam do ust Summer Fruit (EOS) - mega wydajny (mam go ponad rok i ciągle końca nie widać), cudnie pachnący, dobrze odżywiający balsam, co więcej - z dobrym składem i nie testowany na zwierzętach. Minusy? Dostępność. Pełna recenzja tutaj. Ok. 16-24zł/7g.

3. Maść arnikowa (Elissa) - tej zimy uratowała mnie kilka razy. Zmasakrowany katarem nos? Zmasakrowane ciągłym myciem dłonie? Przesuszone usta czy skóra twarzy? Ze wszystkim dała sobie radę :) Minusy? Nie zauważyłam. Ok. 5zł/25g.

4. Korektor All Cover Mix (Make Up Store) - gęsty, wydajny korektor, doskonale radzący sobie również pod oczami. Minusy? Już niedostępny w Polsce i ma paraben w składzie. Ok. 50zł/18g.

5. Transparentny puder Welcome to Las Vegas (Catrice) - dobrze utrwala makijaż i matuje, wydajny, nietestowany. Minusy? Nienajlepszy skład i niedostępność. Pełna recenzja tutaj. Ok. 18zł/8.5g.

6. Cienie A New League (Essence) - rewelacyjna trwałość i piękne kolory. Super sprawdzają się jako baza pod cienie (szczególnie matowe, co pomaga na nieco zbyt dużą jak dla mnie ilość błyszczących drobinek). Nietestowane. Minusy? Niedostępność. No i szkoda, że nie było więcej kolorów ;) 9.99zł/5g.

7. Kredka Eyebrow Lifter Hollywood's Fabulous 40's (Catrice) - czyli słynny "podnośnik". Miękka, matowa różowa kredka, teoretycznie służąca do rozświetlania skóry pod łukiem brwiowym. Jak dla mnie jest na to zbyt różowa, ale świetnie sprawdza się w linii wodnej, wytrzymuje naprawdę długo. Minusy? Niedostępność. 12.99zł/3g.

8. Mgiełka wzmacniająca do włosów zniszczonych i wypadających oraz 9. Odżywka wzmacniająco-regenerująca do włosów zniszczonych i wypadających (Farmona) - zdecydowanie podziałały na moje włosy, mniej wypada, więcej rośnie, ale z powodu zawartości alkoholu trochę je przesuszyły. Nie testowane na zwierzętach. Minusy? Średni skład i wspomniane wysuszanie. Ok. 9zł/200ml (mgiełka), ok. 15zł/100ml (odżywka).

10. Wygładzający peeling do ciała o zapachu bzu (Joanna) - cudnie pachnący peeling o średniej sile złuszczania. Minusy? Zawiera SLES. I jak dla mnie mógłby być trochę mocniejszy. Ok. 15zł/300g.

11. Dezodorant Super Deo (Reutter) - mega wydajny (mam go prawie rok, a nie zużyłam nawet połowy), działa u mnie rewelacyjnie. Minusy? Nie zauważyłam. Ok. 18zł/50g.

12. Zapach elektryczny Spiced Cider (Bath & Body Works) - ciepły, przyprawowy zapach, mój ideał na jesień i zimę. Nietestowany. Minusy? Nie zauważyłam. Ok. 19zł/24ml.

__________
/Edit:
No i oczywiście w pośpiechu pisania notki drugi raz (bo Blogger z niewiadomych przyczyn usunął oryginalną wersję roboczą tuż przed opublikowaniem) zapomniałam dopisać dwóch ulubieńców i dwa kity :/ Oto one:

13. Nakomarek balsam na komary (Lawendowa Farma) - w 100% naturalny balsam do ciała w kostce. Teoretycznie ma odstraszać komary - nie wiem, żadnych nie spotkałam w tym roku - i w tym celu pachnie różnymi ziołami. Boski zapach, świetne nawilżenie, 100% naturalny i cruelty-free - same zalety! Minusy? Niestety niedostępny :( Pełna recenzja wkrótce. ?/50g.

14. Podkład Pro Longwear (MAC) - miałam tylko próbkę, ale wystarczyła mi na pełny miesiąc bez weekendów! Mega wydajny, krycie średnie (jak dla mnie całkowicie wystarczające, nie lubię i nie potrzebuję kilogramów tapety na twarzy), trwałość i mat bardzo dobre - zaczynałam się świecić dopiero pod koniec dnia pracy, a i tak tylko lekko. Minusy? Cena pełnego opakowania. Ok. 130zł/30ml.

I jesienne kity:
1. Poziomkowy balsam do ust (Flos-Lek) - po prostu bubel i tyle. Pełna recenzja tutaj.

2. Podkład Perfecting Cover (Sephora) - miałam tylko próbkę, którą wyrzuciłam po pierwszym użyciu. Dziwna konsystencja i dziwny zapach, a do tego bardzo krótkotrwały i kiepski mat - po 2-3 godzinach mocno świeciła mi się cała twarz (a u mnie norma to strefa T). Nie polecam.

czwartek, 6 grudnia 2012

Zużycia listopada

W tym miesiącu w końcu na czas ;) przedstawiam moje zużycia. Oto i one:


Kurczę, dumna z siebie jestem, w tym miesiącu udało mi się zużyć sporo. Wprawdzie 3 z tych zużyć to trochę oszukańce, ale o tym za chwilę ;)

A zatem po kolei:

1. i 2. Bananowy duet od Body Shopu - fantastycznie pachnące szampon i odżywka, wygładzające aż do granic absurdu i niestety o takim sobie składzie. Pełna recenzja tutaj.
Następca: Szampon podkreślający kolor do włosów brązowych (Yves Rocher), Odżywka Rainforest Shine z oliwą z oliwek (Body Shop).







3. Miniwersja Głęboko oczyszczającego toniku Pure System (Yves Rocher) - pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy podczas używania to absurdalna konsystencja, jest bardzo gęsty, niemal żelowy. Drugie, co zauważyłam, to brak obiecywanego w nazwie oczyszczenia, a na dodatek gwałtowny wysyp wyprysków. Po przerwie i doprowadzeniu skóry do stanu używalności używałam go co drugi dzień na noc, i w takim systemie krzywdy mi nie zrobił, ale jakiejś poprawy też nie zauważyłam. Rozstaję się z buteleczką (a raczej zawartością, bo buteleczka jeszcze mi się przyda) z ulgą, że już się nie spotkamy. Nie polecam.
Następca: brak, jakoś brak mi cierpliwości do toników.

4. Krem pod oczy Solutions Beautiful Hydration (Avon) - w tym przypadku również cieszę się z rozstania, ponieważ ten krem nic nie zrobił dla mojej skóry. W połowie tubki straciłam do niego cierpliwość i wylądował na dnie szafki, aż w końcu zużyłam go jako krem do rąk - i w tej roli też się nie sprawdził (a to było jeszcze sporo przed mrozami), a nawet lekko ściągał skórę. Nie polecam.
Następca: Intensywnie regenerujący krem pod oczy Time Wise (Mary Kay), jako krem do rąk Nawilżający krem do rąk o zapachu pomarańczy (Oriflame).

5. Intensywnie regenerujący krem pod oczy Time Wise (Mary Kay) - fajnie nawilżający, gęsty krem. Nie zauważyłam intensywnej regeneracji, ale ogólnie byłam z niego zadowolona. Kiepski skład. Pełna recenzja tutaj.
Następca: Krem pod oczy Anew Aqua Youth (Avon).

6. Krem na noc Complete Balance (Avon) - półprzezroczysty, zielony żel. Ma dość przyjemny zapach, dość szybko się wchłania. Niezbyt wydajny. Przeciętniak. Pełna recenzja wkrótce.
Następca: Odżywczy krem do twarzy z czerwonym jabłkiem i owsem (Oriflame).

7. Kapsułki pielęgnujące z wyciągiem z orchidei (Alterra) - moja weekendowa kuracja supernawilżająca. Aż dziwne, że do tej pory nie napisałam ich recenzji, to jeden ze stałych punktów mojego tygodniowego programu. Jedyny minus? Substancje zapachowe w składzie. Po co? No po co, ja się pytam, taki fajny naturalny skład, a musieli jakąś chemię dorzucić :/
Następca: kolejne rybki, a jakże. Ale jak uporam się ze zgromadzonymi zapasami (nie rybek, tylko ogólnie kosmetyków :P) - przerzucam się na pielęgnację naturalną :)

8. Masełko do ust Wild Cherry (Body Shop) - pięknie pachnące, fajnie nawilżające masełko idealne na noc. Gdyby nie przynależność do testującego na zwierzakach L'Oreala, przebolałabym nawet PEGa w składzie i nie szukała innych mazideł.
Następca: Odżywczy balsam do ust z czerwonym jabłkiem i owsem (Oriflame).

9. Próbka Scrubu do ciała Mango (Body Shop) - zapach absolutnie boski i długotrwały (po 7h mocniejszy niż woda toaletowa, po 10h ciągle wyczuwalny), działanie na sucho rewelacyjnie zdzierające, na mokro delikatne. Ale nie kupię, za drogi, no i TBS należy do... (znacie resztę;).

10. Próbka Multifunkcyjnego kremu BB (Dr Irena Eris) - próbka, którą zabrałam na wyjazd. Fajny krem na co dzień, wydajny. Spokojnie przykrywa mniejsze niespodzianki, wyrównuje koloryt. Ogólnie przyzwoity, ale w pełnym wymiarze raczej nie kupię, 75zł to jednak za dużo za niego.

11. Próbka Peelingu do twarzy Refined Finish (Benefit) - dobry zdzierak, zdecydowanie za ostry na co dzień, ale na szczęście nie podrażnił mi skóry podczas wyjazdu. Dość przyjemnie pachnie. I jest piekielnie drogi.

12. Świeczki zapachowe typu teelight o zapachu konwalii (Bolsius Aromatic) - lubię świeczki tej firmy, te niestety mnie zawiodły, zapach był zupełnie niewyczuwalny. Ale świeczki zawsze się przydają ;)
Następca: tym razem zapach elektryczny Spiced Cider z Bath&Body Works.

I na koniec zużycia nieco oszukane:
13. Baza pod cienie Stay Don't Stray (Benefit) - używałam i używałam, aż nadeszła chwila, kiedy musiałam przestać się oszukiwać i powiedzieć sobie, że faktycznie zaczęła się rozwarstwiać i dziwnie pachnieć. Z końcówką rozstaję się z wielką przykrością, bo bardzo polubiłam tę bazę (no i trochę mnie kosztowała :/), no ale zdrowie przede wszystkim.
Następca: cienie w kremie A New League (Essence).

14. Ochronny balsam do ust o zapachu poziomki (Flos-Lek) - pachnie przecudnie, ale co z tego jak nie nawilża, tylko natłuszcza. Zużyłam niewiele, nie wiem czy chociaż 1cm, bez wyrzutów sumienia rozstaję się z resztą. Pełna recenzja tutaj. Nie polecam.
Następca: Balsam do ust Garden of Eden (NoniCare).


Używałyście któregoś z tych kosmetyków? A może znacie dużo lepsze "zamienniki" w ich kategoriach?

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Szampon i odżywka - Body Shop

Dziś na tapecie jedne z hitów Body Shopu czyli bananowy szampon i odżywka.



Szampon ma zgaszony żółty kolor i konsystencję raczej z tych gęstszych. Pieni się dobrze i bardzo łatwo się spłukuje, pozostawiając włosy idealnie czyste i gładkie. Pachnie bosko musem bananowym, bez chemicznych nut (tyle, że zapach jest duużo silniejszy niż banana). Używałam go raz na ok. trzy mycia, ponieważ w duecie z odżywką ma tendencje do lekkiego prostowania moich włosów.

SKŁAD:
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Musa Paradisica (Banana) Fruit, Cocamidopropyl Betaine, Glyceryl Hydroxystearate, Sorbitan Sesquicaprylate, Phenoxyethanol, Sodium Chloride, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Honey, Panthenol, Polyquaternium-7, Stearic Acid, Citric Acid, Parfum, Disodium EDTA, Ascorbic Acid, CI 19140, CI 14700

PLUSY:

  • Dobrze myje włosy,
  • Nawilża i wygładza,
  • Wydajny,
  • Bosko pachnie.


MINUSY:

  • Nienajlepszy skład,
  • Cena,
  • Dostępność,
  • Przynależność TBS do L'Oreala, który testuje na zwierzakach.


CENA: 19zł/250ml.

OCENA: 3/5 (odejmuję 1 za zwierzaki).


Odżywka, jak szampon, ma zgaszony żółty kolor i pachnie bosko. Jest gęsta i dość ciężko wydobyć ją z butelki (w czym zdecydowanie nie pomaga fakt, że butelka jest zrobiona ze sztywnego plastiku, który ciężko ścisnąć jedną ręką). Na butelce nie jest podany sposób użycia, więc nie byłam pewna po jakim czasie ją spłukiwać z włosów - z niechęci do długiego stania nad wanną zazwyczaj spłukiwałam ją po ok. 3 minutach i muszę przyznać, że w tym czasie nawilżała nieźle. Włosy były miękkie, gładkie i łatwo się rozczesywały. Odżywkę nakładałam na włosy od ok. 10-15cm od głowy, ponieważ użyta w zbyt dużej ilości potrafi nieco je obciążyć. Dość łatwo się spłukuje.


SKŁAD:
Aqua, Musa Paradisica (Banana) Fruit, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Phenoxyethanol, Hydroxyethylcellulose, Lecithin, Propylene Glycol, Panthenol, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Hydroxide, Ascorbic Acid, CI 15985, CI 19140

PLUSY:

  • Nawilża i wygładza,
  • Ułatwia rozczesywanie,
  • Wydajna,
  • Bosko pachnie.


MINUSY:

  • Średni skład,
  • Może obciążać włosy,
  • U mnie używana za często lekko prostuje włosy,
  • Trudność wydobycia odżywki z butelki,
  • Cena,
  • Dostępność,
  • Przynależność TBS do L'Oreala, który testuje na zwierzakach.


CENA: 19zł/250ml.

OCENA: 2.5 (odejmuję 1 za zwierzaki).