czwartek, 25 kwietnia 2013

::: 52 tygodnie :: tydzień 1 :: 15-21 kwietnia :::

Z poślizgiem przedstawiam pierwszy efekt projektu 52 tygodnie. Zaczęłam dość ostrożnie, by nie powiedzieć nudno, od zmiany w odżywianiu.

W zeszłym tygodniu zaczęłam jeść zdrowe śniadania - przez cały tydzień wcinałam owsiankę (której nigdy dotąd nie jadłam), w wersji szybkiej i zdrowej. I super wygodnej - większość można przygotować wieczorem, a rano dokończenie zajmuje tylko chwilę.

Surowe płatki owsiane (4 kopiaste łyżki według przepisu, ja daję 5-6), zalewam zimną wodą lub mlekiem na  tyle, żeby płyn nie wystawał ponad płatki i dodaję łyżkę miodu. Na to sypię suszoną żurawinę, rodzynki, ziarna słonecznika (inne pomysły - garść orzechów, ziaren, suszonego ananasa itp.), przykrywam talerzem i zostawiam na noc. Rano dodaję starte na grubej tarce jabłko, sok z połowy cytryny do smaku (raz z braku jabłka dodałam pokrojonego banana i też było ok) i mały jogurt naturalny, daję trochę cynamonu do smaku i mieszam.

Może nie wygląda pięknie, ale jest pyszne, zdrowe i sycące.

Skusicie się? Naprawdę polecam :)

Zużycia marca

Powoli zaczynam już wprowadzać niedawno zapowiadane zmiany, ale narazie chcę nadrobić zaległości. Na pierwszy ogień kolejny raz spóźnione zużycia miesiąca - ale na szczęście wszystko wskazuje na to, że w końcu będę mogła pisać bardziej regularnie.

Oto i moje denka:

1. Krem nawilżająco-równoważący Formula 2 (Mary Kay) - ostatnie kilka tygodni używałam go tylko na dzień, bo miał tendencje do lekkiego wysuszania mojej skóry. Jest bardzo wydajny, dobrze matuje i świetnie sprawuje się pod podkład.
Następca: Krem na dzień Complete Balance (Avon).

2. Odżywczy krem do twarzy z czerwonym jabłkiem i owsem (Oriflame) - gęsty, średnio nawilża, generalnie nic nie robi. Cieszę się, że już się skończył.
Następca: Krem do twarzy z paczulą i ylang ylang (Oriflame).

3. Kapsułki pielęgnujące z wyciągiem z orchidei (Alterra) - moja weekendowa kuracja supernawilżająca. Używam chyba od roku i ciągle uważam, że są świetne.
Następca: to samo.

4. Krem pod oczy Aqua Youth (Avon) - w zasadzie nic nie robi, daje lekki efekt chłodzący i uczucie nawilżenia tuż po aplikacji.
Następca: Podwójny krem pod oczy Vitamin C (Body Shop).

5. Balsam do ust Summer Fruit (EOS) - mój ukochany balsam jest już nie do użytku, zużyłam go do zupełnej płaskości, a jest za gęsty, żeby używać go palcami. Ale na pewno nie wyląduje w koszu, zamierzam go lekko "rozrzedzić" płynnym olejem (może arganowym) i wtedy powinien nadawać się do użytku palcami :)
Następca: Balsam do ust wiśniowy (Carmex).

6. Próbka Kremu BB (Smashbox) - szkoda, że Smashbox testuje, bo to najlepszy BB z jakim miałam do tej pory do czynienia. Zna ktoś jakieś fajne nietestowane?

7. Tusz do rzęs (Mary Kay) - aż szkoda, że testowany, ehh. Fajny i naturalnie wyglądający (a przynajmniej w tych ilościach, w jakich go używałam), dobrze się trzyma.
Następca: Tusz do rzęs Marble Mania (Essence) - tak, wiem, że ta edycja limitowana była w zeszłym roku, ale dopiero teraz udało mi się wykończyć Mary Kay :P

8. Peeling bzowy (Joanna) - zdecydowany ulubieniec, mimo składu pewnie jeszcze kiedyś go kupię. Cudnie pachnie i nieźle pilinguje.
Następca: Mydło z gąbką loofah (?).

9. Próbka Peelingu Spa Fit (Body Shop) - super zdziera, ale strasznie dziwnie pachnie.

10. Próbka Masła do ciała żurawina (Body Shop) - gęste i pięknie pachnące, z edycji świątecznej.

11. Krem do rąk Satin Hands (Mary Kay) - miniwersja, którą miałam w szufladzie w pracy, i która ratowała mnie przed przesuszeniem dłoni od mycia rąk i klimatyzacji.
Następca: to samo.

12. Szampon wzmacniający do włosów zniszczonych i wypadających (Farmona) - to moja ostatnia butelka, jako że dowiedziałam się, że SLES może powodować łupież i łysienie (nawiasem mówiąc, fajny pomysł, żeby dodawać takie składniki do szamponu, który ma wzmacniać wypadające włosy). Przyjemnie ziołowo pachnie.
Następca: Szampon do włosów (Babydream).

13. Belissa na włosy, skórę i paznokcie (Aflofarm) - faktycznie poprawiła wygląd moich włosów, są bardziej błyszczące, gładsze i ogólnie zdrowiej wyglądają.
Następca: to samo.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Ulubieńcy zimy


Jako że wiosna już się zaczęła jakiś czas temu, przyszła pora na ulubieńców zimy.

1. Balsam do ust (Noni Care) - balsam, który służy mi w pracy. Fajnie nawilża, ma dobry skład, ładnie pachnie. Minusy? Nie zauważyłam. Ok. 7zł/5g.

2. Balsam Summer Fruit (EOS) - mega wydajny (mam go ponad rok), cudnie pachnący, dobrze odżywiający balsam, co więcej - z dobrym składem i nie testowany na zwierzętach. Minusy? Dostępność. Pełna recenzja tutaj. Ok. 16-24zł/7g.

3. Mydełka (Lawendowa Farma) - naturalne, ładnie pachnące, dobrze pieniące się mydełka. Minusy? Cena. Pełna recenzja wkrótce. 8-11zł/110g.

4. Peeling o zapachu bzu (Joanna) - przepięknie pachnie, nieźle peelinguje, niestety ma taki sobie skład (zawiera SLES). Być może jeszcze kiedyś kupię dla działania i zapachu. Minusy? Skład. Ok. 16zł/300g.

5. Balsam do ciała w kostce Nakomarek (Lawendowa Farma) - 100% naturalny, bosko pachnący ziołami balsam. Nie wiem czy faktycznie odstrasza komary, ale i tak go uwielbiam. Na pewno w przyszłości wypróbuję inne. Minusy? Niedostępny. ?/50g.


6. BB Cream (Smashbox) - jak narazie najlepszy zachodni BB jakiego używałam. Niestety piekielnie drogi, trochę szkoda tyle wydawać na jeden kosmetyk. Minusy? Cena. Ok. 160zł/30ml.

7. Róż Cheek Glaze w kolorze Pomegranate (Mary Kay) - przepiękny kolor (kojarzy mi się trochę z wampirzym różem w żelu z Essence), lekko transparentny. Niezła trwałość. Minusy? Testowany na zwierzętach. Niedostępność i cena. Ok. 50zł/8g.

8. Odżywczy balsam do ust z czerwonym jabłkiem i owsem (Oriflame) - przyjemny balsam o niezbyt imponujących właściwościach nawilżających, ale za to pięknym czerwonym kolorze, który na ustach daje wzmocnienie naturalnego koloru, i przyjemnym zapachu. Kiedy nie chce mi się malować ust, sięgam najczęściej właśnie po niego, daje bardzo ładny naturalny efekt. Minusy? Nikłe właściwości nawilżające i niedostępność. 13zł/6g.

9. Balsam do ust Lip Nectar w kolorze Passionfruit (Mary Kay) - piękny kolor (szczególnie na zimę), nakładany oszczędnie i dobrze rozprowadzony na wargach w roli lipstaina wygląda rewelacyjnie. Nazwa "balsam" jest mocno myląca - produkt nie ma właściwości nawilżających, za to jest niesamowicie napigmentowany. I pachnie jak tradycyjna szminka ;) Minusy? Niedostępny, drogi i testowany na zwierzętach. Ok. 50zł?/1.6g.

10. Kredka Eyebrow Lifter Hollywood's Fabulous 40's (Catrice) - hit limitowanki, tańszy odpowiednik High Brow Benefitu, jasnoróżowa matowa kredka. Do użycia pod łukiem brwiowym, w kącikach, na linii wodnej... Kremowa, łatwa w obsłudze, mega trwała i wydajna. Minusy? Już niedostępna. Ok. 13zł/3g.

11. Zapach elektryczny Spiced Cider (Bath & Body Works) - przecudny zapach na okres jesienno-zimowo-świąteczny, mega wydajny, sporo zapachów do wyboru, nietestowany. Minusy? Słaba dostępność w Polsce. Ok. 20zł/24ml.

KITY:
12. Szampon podkreślający kolor do włosów brązowych (Yves Rocher) - średnio oczyszcza, w moim przypadku spowodował konieczność częstszego mycia włosów. Kiepskawy skład.

13. Musujące pastylki do kąpieli (Estetica) - nieprzemyślany, spontaniczny zakup. Całkowicie zmarnowane pieniądze, bo pastylki nie zrobiły zupełnie nic. Pełna recenzja tutaj.

sobota, 13 kwietnia 2013

52 tygodnie nowości

Ostatnio stwierdziłam, że moje życie stało się jedną wielką nudną rutyną. Dlatego kiedy trafiłam na nieaktywnego już bloga 52 New Things, uznałam to niemal za znak.

Krótko mówiąc, od 15 kwietnia, przez rok, w każdym tygodniu zrobię coś, czego nigdy nie robiłam - nieważne, czy będzie to spróbowanie nowej potrawy, czy skok na bungee (ok, tego wolałabym nie robić :P), w każdym tygodniu ma być coś nowego. Dzięki temu, mam nadzieję, życie stanie się ciekawsze, poznam nowych ludzi, a rok 2013 zapamiętam na długo.

Dlatego bardzo Was proszę o pomysły na nowe rzeczy (na podstronie projektu), bo wiadomo, że zawsze inna osoba wpadnie na pomysły, które nam by nie przyszły do głowy :)

Ogłoszenie parafialne - zmiany, zmiany, zmiany

Ostatnio wiele działo się w moim życiu (stąd moja nieobecność w ostatnim czasie) i postanowiłam w pewnym sensie odzwierciedlić to zmianami na blogu.

Przede wszystkim niedawno zdałam sobie sprawę z faktu, że zaczęła mnie uwierać monotematyczność tego bloga. Dlatego postanowiłam rozszerzyć jego tematykę o inne interesujące mnie sfery - książki, filmy, seriale, muzykę itd.

Poza tym najprawdopodobniej znikną z bloga ulubieńcy kwartału (choć nad tym jeszcze się zastanawiam) i pojawi się podsumowanie miesiąca (to na pewno). W najbliższym czasie rozpocznę również duży projekt, pojawi się też wyprzedaż blogowa.

Mam nadzieję, że spodobają się Wam te zmiany.

sobota, 16 marca 2013

Modelujący podkład w musie z aloesem - Bell

Modelujący podkład w musie z aloesem to produkt, który zakupiłam zachęcona informacjami firmy wypuszczonymi na Facebooku. Niestety zawiodłam się na tym produkcie. Żałuję, że nie poczekałam trochę na opinie - na Wizażowym KWC są ogólnie nienajlepsze - pewnie bym nie kupiła.

Wygląda tak:


A tak przedstawiają się swatche:

Górny swatch od razu po nałożeniu, dolny po porządnym myciu wodą i mydłem; przy okazji pokazuję trwałość lip tintów Bell po ocieraniu się o rękaw kurtki, kilkukrotnym zakładaniu i zdejmowaniu rękawiczek i kilkukrotnym myciu rąk - to te dwie czerwonoróżowe kropki na dole po prawej :P


Krycie ma niestety słabe - od żadnego do lekkiego, znam kremy koloryzujące o lepszym kryciu. Pomysł na 2 kolory w 1 opakowaniu bardzo dobry, choć ciemniejszego mogłoby być 1/4 opakowania, a nie 1/2 - zdecydowanie nie używam go aż tyle co jaśniejszego (co widać na zdjęciu - jasny już prawie mi się skończył, po ciemnym ledwo widać, że w ogóle go używam). Pomysł na 4w1 również jak najbardziej słuszny, tylko wykonanie kiepskie - jako baza i bronzer się to sprawdza, ale jako podkład+korektor już nie bardzo. Co to za korektor, którego nie można użyć pod oczami? Trwałość na plus, szczególnie po lekkim przypudrowaniu. Bell chwali się, że produkt zawiera aloes (w drugiej połowie składu), co jak rozumiem ma oznaczać, że ma właściwości nawilżające - nie zauważyłam żadnego nawilżenia.

SKŁAD: (megadługi i tak drobnym drukiem, że przeczytać go można tylko pod lupą)
Cyclopentasiloxane, Isododecane, Talc, Isostearyl isostearate, Cyclohexasiloxane, Dimethicone crosspolymer, Microcristallina Cera (Microcrystalline wax), Isopropyl palmitate, Silica dimethyl silylate, Copernicia cerifera (Carnauba) wax, Disteardimonium hectorite, Dimethicone/vinyl dimethicone crosspolymer, Dimethiconol, Lanolin, Aloe barbadensis leaf extract, Paraffinum liquidum (mineral oil), Glyceryl carpylate, Propylene carbonate, Triethoxycaprylylsilane, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl palmitate, Ascorbic acid, Citric acid, CI 77491, CI 77492, CI 77499 (iron oxides), CI 77891 (titanium dioxide).

PLUSY:
  • Podkład i bronzer w jednym,
  • Dobra trwałość,
  • Produkt nietestowany na zwierzętach,
  • Dostępność,
  • Przyzwoita cena,
  • Polski produkt.

MINUSY:

  • Słabe krycie,
  • Podkreśla suchą skórę,
  • Proporcje ilości podkładu do bronzera,
  • Tylko 4 kolory do wyboru,
  • Zawiera silikony - może zapychać,
  • Kiepski skład.

CENA: ok. 25zł/13g.

OCENA: 3/5.

Używałyście już Face Modellera? Jak Wam się podobał? Podzielcie się! :)

poniedziałek, 11 marca 2013

Zużycia lutego

Jako że mamy już marzec, dziś kolejny post ze zużyciami. Luty pod tym względem był taki sobie:


1. Żel myjący + peeling + maseczka 3w1 (Garnier) - całkiem nieźle sprawował się używany na co dzień, wystarczająco delikatny i wystarczająco złuszczający. Niestety Garnier testuje na zwierzakach, więc już się nie spotkamy.
Następca: Kojący żel oczyszczający z organicznymi ekstraktami z jagody i lawendy (które oczywiście są prawie na samym końcu dość długiego i mocno chemicznego składu).

2. Mydło Różowy grapefruit (Lawendowa Farma) - bardzo fajne 100% naturalne mydło, dobrze się pieni, delikatnie pachnie.
Następca: Mydło Wiśnia i figa (Berkeley Square).

3. Balsam w kostce Nakomarek (Lawendowa Farma) - wielbię za zapach, nawilżenie i naturalny skład. Pełna recenzja tutaj.
Następca: Balsam do ciała Malina i jeżyna (I Love...).

4. Szampon odżywczy z wyciągiem z owsa (Yves Rocher) - taki sobie, mocno chemiczny skład, średnio wydajny. Więcej się nie spotkamy.
Następca: Szampon wzmacniający do włosów zniszczonych i wypadających (Farmona) - to będzie moja ostatnia butelka, ma SLES w składzie.

5. Miniwersja odżywki Rainforest Shine (Body Shop) - dziwny zapach, tak gęsta konsystencja, że wręcz nie dało się paskudy wycisnąć z butelki, nawet niezły skład. Więcej się nie spotkamy.
Następca: Odżywka w kostce Jungle (Lush) - to mi zajmie sporo czasu, mega wydajna.

6. Próbka żelu do mycia twarzy Pure System (Yves Rocher) - wzięłam na tygodniowy wyjazd, żeby w końcu zużyć. Zaskoczył mnie dość pozytywnie, ma sporo malutkich drobinek złuszczających, jest delikatny i wydajny. Ale zawiera SLES.

7. Maseczka aloesowa (Alterra) - bardzo przyjemnie nawilżająca maseczka i miła odmiana od maseczek peel-off i innych zasychających - nie zasycha na twarzy, nie ściąga, niedroga i ma niezły skład. Na pewno jeszcze kupię.

8. Musujące pastylki do kąpieli melon/limonka (Estetica) - bubel. Pełna recenzja tutaj.

9. Próbka maski do włosów Aqua Light (Pantene) - wzięłam na wyjazd, nie przeczytawszy opisu na saszetce. I tak, zamiast odżywki, wzięłam maskę "chroniącą przed uszkodzeniami spowodowanymi szczotkowaniem lub stylizacją" :/ Szkoda mi było wyrzucać, więc zużyłam, ale nie zauważyłam żadnego działania. Skład ma średniawy.

10. Próbka pasty do zębów Sensitive Pro Relief (Colgate) - wzięłam na wyjazd. Pasta jak pasta, tylko za mało miętowa i odświeżająca.

A Wam jak idą zużycia? Zużyłyście ostatnio coś co Was zachwyciło? Podzielcie się! :)